Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

których bez własnej kompromitacji nie mogliśmy odmówić, przypieczętowały wyrok śmierci
na tę nieszczęśliwą.
W czasie ostatniej konfrontacji kobieta ta przypatrywała mi się z wyraznym poruszeniem,
a potem zapytała, ile mam lat.
 Trzydzieści cztery  odrzekłam.
 Trzydzieści cztery? I pochodzisz z tej prowincji?
 Nie, pani.
 A nosisz nazwisko Florville?
 Owszem  odpowiedziałam  tak się nazywam.
 Nie znałam pani  mówiła  ale jesteś osobą uczciwą i jak powiadają, szanowaną w tym
mieście. To wystarczy, na moje nieszczęście...  I kontynuowała z przejęciem:  Widziałam
panią we śnie, wśród tych wszystkich okropności... była pani razem z moim synem... gdyż
jestem matką, i to, jak widzi pani, nieszczęśliwą... miałaś tę samą postać, ten sam wzrost, tę
suknię... a przede mną wznosił się szafot...
28
 We śnie!  zawołałam  we śnie, o pani..  Wtedy dopiero przypomniałam sobie własny
sen sprzed niejakiego czasu; uderzyły mnie rysy twarzy tej kobiety; rozpoznałam w niej po-
stać, która ukazała mi się razem z Sennevalem obok cierniowej trumny... Oczy zwilżyły mi
się łzami; im bardziej przyglądałam się tej kobiecie, tym usilniej pragnęłam odwołać swoje
zeznania... nawet przyjąć na siebie jej wyrok śmierci... Chciałam uciekać, a nie mogłam się
poruszyć. Dostrzeżono moje zmieszanie, ale trybunał był przeświadczony o mojej niewinno-
ści, więc zadowolił się przerwaniem naszej rozmowy... Wróciłam do siebie zdruzgotana, peł-
na sprzecznych uczuć, których zródła nie potrafiłam sobie wytłumaczyć. Nazajutrz poprowa-
dzono tę nieszczęśnicę na śmierć.
Tego samego dnia otrzymaÅ‚am odpowiedz od pana de Saint-Prât; zobowiÄ…zaÅ‚ mnie do po-
wrotu. Po tych fatalnych wydarzeniach Nancy nie było dla mnie przyjemnym miejscem po-
bytu, opuściłam je więc niezwłocznie i podążyłam do stolicy, ścigana teraz przez widmo tej
kobiety, które zdawało się wołać za mną:  To ty, nieszczęsna, posłałaś mnie na szafot, a nie
wiesz nawet, kogo skazałaś na śmierć!
WstrzÄ…Å›niÄ™ta tylu ciosami, przygnieciona takim strapieniem, prosiÅ‚am pana de Saint-Prât,
aby wyszukał mi jakieś schronienie, gdzie mogłabym dokonać żywota w najgłębszym osa-
motnieniu, oddając się tylko pokutom i spełnianiu religijnych obowiązków. Wskazał mi
klasztor, w którym mnie pan znalazł; zamieszkałam tutaj w tym samym tygodniu, zdecydo-
wana opuszczać jego mury tylko dla odwiedzenia dwa razy w miesiącu swojego opiekuna i
spędzenia zarazem kilku dni u pani de Lerince. Ale niebiosa, które nie szczędziły mi cierpień,
nie pozwoliły również radować się długo szczęściem obcowania z tą ostatnią przyjaciółką;
utraciłam ją w ubiegłym roku. Była dla mnie zbyt dobra, abym opuściła ją w tych ostatnich
okrutnych chwilach; ona także umarła na moich rękach.
Ale czy uwierzy pan? Nie miała tak spokojnej śmierci jak pani de Verquin; tamta niczego
się nie spodziewała i nie bała się wszystkiego utracić; ta zaś zdawała się lękać utraty wszel-
kiej nadziei. Nie widziałam najmniejszych wyrzutów sumienia u kobiety, która powinna była
uginać się pod ich ciężarem; u tej natomiast, która wolna była od wszelkiego grzechu, poja-
wiły się one przed zgonem, Pani de Verquin w chwili śmierci żałowała jedynie, że nie dosyć
grzeszyła; pani de Lerince konała wyrzucając sobie, iż czyniła za mało dobra. Pierwsza okryła
się kwiatami, opłakując jedynie utratę rozkoszy; druga chciała umrzeć na pokutniczym łożu,
rozpaczając na wspomnienie godzin, które zaniedbała poświęcić cnocie.
Zastanowiły mnie te przeciwieństwa i trochę zwątpienia wkradło się do mej duszy.  I
czemuż to  mówiłam sobie  spokój w ostatniej chwili życia nie jest udziałem cnoty, ale ra-
czej grzechu i występku?  Ale w tej samej chwili umocnił mnie jakiś wewnętrzny głos, po-
chodzący z głębi serca.  Czy przystoi mi  pomyślałam  badać zamiary Przedwiecznego?
To, co widziałam: winno mnie jeszcze bardziej umocnić w wierze: trwoga pani de Lerince
była niepokojem cnoty, natomiast okrutna apatia pani de Verquin ostatnim dowodem skutków
zbrodni. Ach! Gdybym mogła wybrać dla siebie rodzaj śmierci, niechby Bóg przyznał mi
łaskę niepokoju tej pierwszej, a ustrzegł przed otępieniem tamtej...
Taki jest koniec mojej historii. Od dwóch lat mieszkam w klasztorze Wniebowzięcia, gdzie
umieścił mnie mój dobroczyńca. Tak, proszę pana, żyję tam już dwa lata, a nie miałam jesz-
cze ani chwili ukojenia; każdej nocy jawi się przede mną wizerunek nieszczęśliwego Saint-
Ange a i tej biednej kobiety, którą w Nancy posłałam na śmierć. W takim stanie ducha spoty-
kam teraz pana; to były tajemnice, z których miałam ci się zwierzyć. Czyż nie było moim
obowiązkiem powiedzieć ci o wszystkim zanim ulegniesz uczuciom, które tak cię zwodzą?
Widzi pan sam, czy mogę być ciebie godna... czy ta dusza rozdarta cierpieniem może przy-
nieść ci w życiu jakąkolwiek radość... Ach! Drogi panie, pozbądz się tych złudzeń i pozwól
mi wrócić do surowej samotni, która jedyna teraz mi przystoi. Gdybyś wyrwał mnie stamtąd,
to miałbyś wiecznie przed sobą straszne widowisko wyrzutów sumienia, boleści i niedoli!
29
Panna de Florville zakończyła swoją opowieść w stanie wielkiego wzburzenia. Z natury
żywa, wrażliwa i delikatna, nie potrafiła wspominać swoich nieszczęść nie przeżywając ich
od nowa.
Pan de Courval, który w ostatnich wydarzeniach jej życia nie dopatrzył się bynajmniej ar-
gumentów zdolnych zniweczyć jego zamiary, starał się usilnie uspokoić ukochaną dziewczy-
nÄ™.
 Powtarzam pani  mówił  w tym wszystkim, coś mi opowiedziała, wiele jest zdarzeń
dziwnych i fatalnych, ale nie widzę ani jednego, które mogłoby naprawdę niepokoić twe su-
mienie albo szkodzić twej reputacji... Ta przygoda w wieku lat szesnastu... smutna, przyznaję,
ale tyle było przecież okoliczności zdolnych cię usprawiedliwić... Młodość, wpływ pani de
Verquin... ów młody człowiek, zapewne bardzo przystojny... którego chyba nigdy już potem
nie widziałaś?  dorzucił pan de Courval z niepokojem w głosie  i którego zapewne nigdy
więcej nie zobaczysz...
 O nigdy, na pewno!  odrzekła Florville, zgadując powód niepokoju pana de Courval.
 A więc, o pani, dojdzmy do porozumienia; zakończmy tę sprawę! Zaklinam panią, po-
zwól się przekonać, że w historii twego życia nie masz niczego, co mogłoby w sercu uczci-
wego człowieka umniejszyć najwyższy szacunek należny twoim cnotom albo ująć cokolwiek
z podziwu, który budzą twoje powaby.
Panna de Florville poprosiła jednak o pozwolenie powrotu do Paryża, aby po raz ostatni
zasięgnąć rady swojego opiekuna; przyrzekła, że z jej strony nie będzie już na pewno żadnych
trudności. Pan de Courval nie mógł nie zgodzić się na spełnienie tej zacnej powinności; wyje-
chaÅ‚a, a po oÅ›miu dniach wróciÅ‚a razem z panem de Saint-Prât. Pan de Courval przyjÄ…Å‚ go z
niesłychaną gościnnością; okazywał wyraznie, jak bardzo pochlebia mu związek z dziewczy-
nÄ…, którÄ… Saint-Prât raczyÅ‚ otoczyć swÄ… opiekÄ…, prosiÅ‚ go, aby na zawsze zechciaÅ‚ zachować
tytuÅ‚ kuzyna tej uroczej osoby. Saint-Prât odpowiadaÅ‚ równie uprzejmie i nadal wystawiaÅ‚
zaletom i charakterowi panny de Florville jak najpochlebniejsze świadectwo.
Nadszedł wreszcie dzień tak upragniony przez Courvalla; odbyła się ceremonia zaślubin, a [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.