Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

do siebie i wyciÄ…gnÄ…Å‚ szablÄ™.
- Odłóż broÅ„, MacLaren. JeÅ›li tego nie zrobisz, za­
bijÄ™ twojÄ… kochankÄ™.
Głos Rory'ego mroził krew w żyłach.
- Jeśli zrobisz jej krzywdę, nie pozwolę ci nawet na
luksus gnicia w więzieniu Fleet.
- Nie mam zamiaru iść do więzienia. - Mężczyzna
przyłożył ostrze do gardła Courtney. - Me będę miał
wyrzutów sumienia, jeÅ›li jÄ… zabijÄ™, wiÄ™c dobrze siÄ™ za­
stanów.
Szkot wiedział, że Burlingame nie blefuje. Powoli,
jakby z namysÅ‚em, podaÅ‚ mu swojÄ… szablÄ™. Kiedy Bur­
lingame wyciÄ…gnÄ…Å‚ rÄ™kÄ™, Rory chwyciÅ‚ Courtney, wy­
rwaÅ‚ jÄ… z rÄ…k napastnika i odepchnÄ…Å‚ na bok. Burlinga­
me, zupełnie zaskoczmy, podniósł szablę. MacLaren
zrobił unik i ostrze śmignęło tuż obok jego ramienia,
rozbijajÄ…c stojÄ…ce na stole lustro. Mm Lord zdążyÅ‚ za­
atakować ponownie, Rory wyjął zza pasa długi sztylet.
Blask księżyca oświetlił ostrą stal.
- Piraci nauczyli mnie, że nie można nosić tylko jed­
nej broni - wyjaśnił z uśmiechem.
Courtney przyglądała się walczącym mężczyznom,
stojÄ…c przy kominku.
Burlingame zadał kolejny cios, lecz Rory i tym
razem zdążył uskoczyć. Ostrze wbiło się w drzwi.
Przerażony doradca pochylił się, aby podnieść leżącą
na podłodze szablę Rory'ego, ale Szkot był szybszy.
Jednym kopniÄ™ciem posÅ‚aÅ‚ broÅ„ na drugi koniec sypial­
ni.
Z triumfem spojrzał na bezbronnego przeciwnika.
Mężczyzna zaczął się cofać. Rory podążał za nim
krok w krok, dopóki zdradziecki Lord nie zatrzymał się
przed kamienną ścianą.
- Me zabijaj mnie - skamlał. - Jestem bezbronny!
- Już raz wysÅ‚uchaÅ‚em twoich bÅ‚agaÅ„ - syknÄ…Å‚ Mac­
Laren przez zęby. - To był błąd. Me przestałeś prześla-
300
dować Courtney. Nie mogÄ™ pozwolić, aby taka kreatu­
ra żyÅ‚a i nadal drÄ™czyÅ‚a niewinnych ludzi. JesteÅ› zdraj­
cÄ…!
- Wszystko to robiłem z myślą o Anglii - jęknął
Burlingame. - Karol jest słabym monarchą. Omotała go
francuska księżniczka. Pod jej wpÅ‚ywem król doprowa­
dzi nasz kraj do zguby.
- A ty razem z Richelieu doprowadziÅ‚byÅ› go do roz­
kwitu? - Rory roześmiał się szyderczo. - Nie sądzisz
chyba, że uwierzÄ™ w te brednie. JesteÅ› szalonym, cho­
robliwie żądnym wÅ‚adzy czÅ‚owiekiem. ChciaÅ‚eÅ› po­
siąść Courtney, tak jak posiadÅ‚eÅ› dziesiÄ…tki innych ko­
biet, które nie odważyły ci się odmówić. %7łądza władzy
doprowadziÅ‚a ciÄ™ do zdrady. Twoje ambicje siÄ™gajÄ… tro­
nu.
- Kiedy zniszczę Karola, cała Anglia będzie moja. -
Oczy Burlingame'a lśniły niezdrowym blaskiem. - Jeśli
mi pomożesz, MacLaren, łupy podzielimy na pół.
- Nie mam ochoty dzielić z tobą żadnych łupów.
Umrzesz, Burlingame, tak jak wielu umarło na twoje
polecenie.
Rory podnosił właśnie sztylet, gdy nagle od strony
drzwi rozległ się donośny głos:
- Powstrzymaj ramię, mój przyjacielu! Cała Anglia
musi obejrzeć śmierć tego nikczemnika.
Courtney odwróciÅ‚a siÄ™ i zobaczyÅ‚a w drzwiach kró­
la. Tuż za nim stali Henrietta Maria i Lord Edgecomb.
- Usłyszałem wystarczająco dużo, aby wiedzieć, że
zarzuty pod adresem Lorda Burlingame'a są słuszne.
Obywatele tego kraju mają prawo być na jego procesie
i egzekucji.
Rory posłusznie opuścił sztylet Na rozkaz króla kil-
301
ku żołnierzy pojmało Burlingame'a i wyprowadziło
z sypialni.
Lord Edgecomb podszedł do Courtney i przytulił ją
mocno.
- Nic ci się nie stało?
Potrząsnęła głową i spojrzała na MacLarena, który
chował sztylet i podnosił z podłogi szablę. Widząc jej
pełen miłości wzrok, Edgecomb odwrócił się do Szkota
i wyciągnął dłoń.
- Jestem twoim dłużnikiem, Rory MacLaren. Gdyby
nie ty, moja córka niechybnie zginęłaby z rÄ…k Burlinga­
me'a.
Rory uÅ›cisnÄ…Å‚ jego dÅ‚oÅ„ i spuÅ›ciÅ‚ wzrok, aby nie pa­
trzeć na Courtney.
- Cała Anglia jest ci wdzięczna. - Król poklepał
przyjaciela po ramieniu. - Chodz! Wypijemy po kuflu
na twoją cześć.
- O, tak. Kufel piwa dobrze mi zrobi. - Rory odwró­
cił się, aby złożyć pokłon dziewczynie i jej ojcu. - %7łyczę
wam obojgu dobrej nocy.
Kiedy wyszedÅ‚, Courtney poczuÅ‚a siÄ™ nieswojo. Naj­
pierw ocaliÅ‚ jej życie, a potem odszedÅ‚, nie zamieni­
wszy z nią nawet słowa.
PatrzyÅ‚a na rozżarzone wÄ™gle, które powoli dogasa­
Å‚y, aż w koÅ„cu zamieniÅ‚y siÄ™ w garstkÄ™ popioÅ‚u. Ich mi­
Å‚ość byÅ‚a jak ogieÅ„: na poczÄ…tku pÅ‚onęła obfitym bla­
skiem, aby pod wpływem jej kłamstw zamienić się
w szary popiół:. Zimny, martwy popiół:...
Odwróciła się, żeby ukryć łzy. Odzyskała wolność.
OdnalazÅ‚a ojca, którego nie widziaÅ‚a od lat. Ale z po­
wodu swojego postÄ™powania straciÅ‚a jedynego męż­
czyznę, którego mogła pokochać.
24
Rory opierał się o balustradę balkonu i patrzył
w dal. Na wschodzie niebo zaróżowiło się delikatnie.
Słońce wynurzyło się zza horyzontu i oblało ziemię
zÅ‚otym blaskiem .Podczas dÅ‚ugiej, bezsennej nocy my­
ślał wyłącznie o Courtney. Nareszcie odnalazła swój
dom i powoli odnajdywaÅ‚a także samÄ… siebie. Pocho­
dziła z zacnej, szlacheckiej rodziny. Po wielu latach
spotkała prawdziwego ojca. Oboje potrzebowali czasu,
aby nacieszyć się sobą. Po cierpieniach i trudach, jakie
przyszÅ‚o jej znosić na  JastrzÄ™biu", mogÅ‚a nareszcie na­
cieszyć się wygodnym i spokojnym życiem. On tylko
przypominałby jej bolesną przeszłość. Powinna o nim
zapomnieć. Zasługiwała na coś lepszego. Taką kobietę
jak Courtney powinno siÄ™ rozpieszczać i darzyć spe­
cjalnymi względami.
Spędził już zbyt wiele czasu w Anglii. To ona go tu
zatrzymywała. Teraz musiał jednak spojrzeć prawdzie
w oczy. Szkocja potrzebowała go. Wzywała do siebie.
Jego klan potrzebował silnego i mądrego przywódcy.
Nadszedł już czas, aby wracać do domu.
Dom. Rozumiał, jak Courtney musiała tęsknić za
prawdziwym domem. Nie miał prawa stawiać jej teraz
przed wyborem ani zabierać tego, co dopiero odzyska­
Å‚a.
Wrócił do sypialni i narzucił lekką tunikę.
Już i tak wystarczajÄ…co dÅ‚ugo odwlekaÅ‚ moment roz­
stania. Włożył buty i wyszedł na korytarz z zamiarem
zjedzenia śniadania.
Courtney siedziaÅ‚a pomiÄ™dzy Edgecombem i Hen­
riettÄ… MariÄ…. Lord i król dyskutowali na temat wyda­
rzeń ostatnich kilku dni. Karol był niezwykle rad ze
szczęścia starego przyjaciela.
Dziewczyna dowiedziaÅ‚a siÄ™ od ojca, że odziedziczy­
Å‚a po matce fortunÄ™ w zÅ‚ocie i dużo ziemi w caÅ‚ej An­
glii. Nie ucieszyło jej to jednak zbytnio. Rozejrzała się
po sali. Czuła w sercu potworną pustkę. Jakże dziwne
byÅ‚o życie. Przez caÅ‚Ä… mÅ‚odość marzyÅ‚a o domu i pra­
wdziwej rodzinie, a kiedy marzenie wreszcie siÄ™ speÅ‚­
niÅ‚o, nie odczuwaÅ‚a szczęścia. Nie zaznaÅ‚a go z powo­
du pewnego mężczyzny, Rory'ego MacLarena. On [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.