Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

niewielkiej księgarnianej wystawie. Miała zwyczaj przystawać przy takich wystawach i
patrzeć, czy nie wywieszono na nich jej zdjęcia. Ale tutaj go nie było. Wisiał natomiast
plakat, z którego wbrew swojej woli wyczytała przedziwne słowa:
 Oblicze Pana zwraca się przeciw zle czyniącym, by pamięć o nich wygładzić z ziemi .
Przeciw zle czyniącym! Oto dlaczego pamięć o niej została wymazana. To było
wytłumaczenie!
 Ale czy zło nie może przemienić się w dobro? Czy nie dość już wycierpiałam?  skarżyła
się.
Doszła do pustego lasu. I kiedy tak szła pełna zwątpienia, zdruzgotana i poniżona, ujrzała
przed sobą człowieka, który pytał wzrokiem, czy wolno mu ją pozdrowić.
Był to dyrygent. Ale w jego oczach nie było wymówek ani pogardy, ani też współczucia.
Wyrażały podziw, zaskoczenie i czułość.
 Ależ ty zeszczuplałaś i wypiękniałaś, Hanno  powiedziały jego usta.
Spojrzała na siebie i odkryła, że to prawda. Smutek wypalił przerośnięte, nadęte ciało i
stała się jeszcze piękniejsza niż dawniej.
 I jesteś wciąż tak samo młoda! A nawet młodsza!
Były to pierwsze dobre słowa, jakie usłyszała od długiego czasu, a ponieważ pochodziły
od tego, któremu wyrządziła tyle zła, zrozumiała, co znaczy być dobrym człowiekiem, i nie
omieszkała mu tego powiedzieć.
 Czy ciągle masz taki piękny głos, Hanno?  przerwał jej dyrygent, którego krępowały
wszelkie komplementy.
 Nie wiem!  szlochała śpiewaczka.
 Przyjdz jutro do sali prób... Tak, do mnie, do Opery, to posłuchamy. Widzisz, znowu tam
pracuję...
I śpiewaczka przyszła, a potem zaczęła występować.
Publiczność jej przebaczyła i zapomniała, zapomniała całe zło. Teraz jest równie wielka
jak przedtem, a może nawet jeszcze większa.
Była to bardzo budująca historia!
38
OPOWIEZ ZWITEGO GOTHARDA
Jest sobotni wieczór w Goschenen w Kantonie Uri, jednym z czterech prastarych
kantonów, kantonie Wilhelma Tella i Waltera Fursta, leżącym po północnej stronie masywu
Zwiętego Gotharda, gdzie mówi się po germańsku i gdzie mieszka spokojny, przyjacielski
lud, rządzący się własnymi prawami, gdzie  święty las służy za osłonę przed lawinami i
osuwiskami, gdzie nad strumieniem pełnym pstrągów, napędzającym młyńskie koło, leży
zielona wioska.
W ten to sobotni wieczór, kiedy dzwon wzywa na  Anioł Pański , ludzie z wioski zbierają
się przy studni pod wielkim orzechem włoskim. Nadchodzi naczelnik poczty, naczelnik
gminy i pułkownik we własnej osobie, wszyscy w samych koszulach i z kosami na
ramionach. Idą wprost z sianokosów, by najpierw wyczyścić kosy, bo praca jest tu szanowana
i to, co zrobi się samemu, jest zrobione najlepiej. Dołączają do nich chłopcy również z kosami
i dziewczyny ze skopkami mleka. Na końcu spędzane są krowy, rodzimej rasy olbrzymów, a
każda krowa wielka niczym byk. Bogaty to kraj i błogosławiony, ale niestety po północnej
stronie masywu Gotharda nie rodzi się wino ani oliwki, nie rośnie kapakowe drzewo ani bujna
kukurydza. Zielona trawa, złoty jęczmień, rozłożyste orzechy włoskie i mięsista boćwina 
oto całe bogactwo tej ziemi.
Gospoda  Pod Złotym Koniem leży w pobliżu studni, poniżej urwiska Zwiętego
Gotharda. Właśnie tam w ogrodzie przy długim stole siedzą teraz po całym dniu pracy
zmęczeni kosiarze, wszyscy jak równy z równym: naczelnik gminy, naczelnik poczty,
pułkownik, parobcy, właściciel wytwórni słomkowych kapeluszy i jego robotnicy, drobni
wioskowi szewcy, nauczyciel i inni.
Rozmawiają o plonach i o udoju. Zpiewają razem pieśni, których proste trójdzwięki brzmią
niczym róg pasterski i dzwonki. Zpiewają o wiośnie i jej uciechach, pełni wiary i nadziei.
I piją jasne piwo.
Młodzież wstaje, by się zabawić, posiłować, poskakać, bo nazajutrz będzie święto
łowieckie i konkurs strzelania, w czasie którego trzeba wykazać się zręcznością.
Capstrzyk odtrąbiono wcześniej tego wieczoru, żeby nazajutrz nikt nie przyszedł na
uroczystości niewyspany i ociężały, gdyż stawką miał być honor wsi.
Niedziela zaczęła się biciem dzwonów i blaskiem słońca. Z okolicznych wiosek schodzili
się odświętnie ubrani ludzie. Wszyscy rześcy i wyspani. Prawie wszyscy mężczyzni zamienili
kosy na strzelby. Panny i mężatki rzucały im uważne i ponętne spojrzenia, bo to przecież dla
nich uczyli się sztuki strzelania, a zdobywca pierwszego miejsca wiedział, że w nagrodę
otworzy pochód taneczny w parze z najpiękniejszą.
Nadjechał ogromny wóz, ciągniony przez cztery okazałe konie, całe we wstążkach i [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.