[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Health Centrę, którym kierował doktor Gareth Searle, długoletni przyjaciel Marshalla.
Jedyną niewiadomą stanowiło powstające szybko osiedle budowane na kilku hektarach ziemi należącej niegdyś
do wojska. Niektóre z domów już zostały zasiedlone, ale prace nad resztą wyraznie się przedłużały. W związku
z tym obie przychodnie musiały się liczyć z ewentualnym napływem dodatkowych pacjentów.
Na razie jednak Rebeka nie musiała pracować na całym etacie i miała sporo czasu. Ojciec życzył sobie
zapewne, by dwa dni w tygodniu poświęciła dla domu i na przyrządzanie posiłków, czemu, biorąc pod uwagę
jego umiejętności kulinarne, zupełnie nie należało się dziwić.
Nie miał pomocy domowej. Ostatnią próbę zatrudnienia gosposi podjął przed dwoma laty, ale zakończyło się to
wręcz fatalnie i dlatego Rebeka nie namawiała go już nigdy do ponowienia takiej próby. Ilekroć myślała o tym,
jak podle postąpiła z ojcem Tanya Smith, zbierało się jej na płacz. Nawet teraz na samo wspomnienie tej historii
RS
łzy napłynęły jej do oczu. Jak można tak bezlitośnie potraktować człowieka, który przeszedł prawdziwą
gehennę po śmierci żony? Poczuła, że wzbiera w niej gniew i pomyślała, że musi skutecznie chronić ojca przed
wszystkimi, którzy chcą nim manipulować.
Może na przykład przed Harrisonem Jonesem?
Znów usłyszała odgłos jego energicznych, szybkich kroków i dzwięczny śmiech. Czyżby Harrison dążył do
przejęcia władzy? Władzy, która dawała poczucie siły i stanowiła marzenie wielu ludzi?
W poniedziałek wieczór Harry i ojciec jedli razem kolację. Tata wrócił do domu dopiero koło dziesiątej.
Przyjacielskie pogaduszki czy spotkanie w interesach?
Nawet jeśli kolacja miała roboczy charakter, to w każdym razie nie uczestniczyła w niej ani Rebeka, ani Grace.
Grace zupełnie się nie przejęła brakiem zaproszenia. Nic dziwnego, w szóstym miesiącu pierwszej ciąży wolała
z pewnością wrócić wcześniej do męża położnika, niż zajmować się interesami.
- Wpadam w paranoję - powiedziała głośno Rebeka -chociaż zwykle w ten sposób nie reaguję. Wszystko przez
tego Harry'ego, który jakoś dziwnie na mnie działa.
To ostatnie zdanie nie odzwierciedlało jednak zupełnie złożoności jej uczuć w stosunku do niego. Tak czy
owak, dochodziło wpół do piątej i zbliżała się pora wizyty następnej pacjentki, którą Rebeka zastała w
poczekalni w towarzystwie Harry'ego.
- Z pewnością jest pan zawiedziony, że nie zapisałam się dzisiaj do pana - świergotał wysoki kobiecy głos.
- Złamała mi pani serce, choć nie mogłem się niczego innego spodziewać. Woli pani rudowłosych, prawda?
- Tak tylko mówiłam. Chciałam, żeby był pan zazdrosny.
- I udało się pani, Irene. Naprawdę się pani udało.
Miał naprawdę zniewalający uśmiech, a pacjentka pozostawała pod jego urokiem. Chichotała i co chwila
poprawiała kokieteryjnie pięknie uczesane włosy.
- Pani Maclnerney? - spytała cierpko Rebeka. Harrison Jones naprawdę nie musi uwodzić wszystkich
napotkanych po drodze kobiet. Takie zachowanie jest wysoce naganne. A fakt, że Irene Maclnerney skończyła
niedawno dziewięćdziesiąt sześć lat, nie stanowi żadnego usprawiedliwienia.
- Tak, tak, już idę. - Lekko zmieszana Irene wzięła torebkę i podreptała w stronę gabinetu.
Mieszkała tuż obok przychodni, odwiedzała ją często i była wręcz wyjątkowa jak na swoje łata. I choć miała
wiele problemów zdrowotnych związanych z wiekiem, Rebeka zdawała sobie doskonale sprawę, że tym razem
staruszka zjawiła się u niej po prostu z ciekawości, tak by poznać nowego lekarza.
- Co za skarb! - mruknął Harry pod nosem i uśmiechnął się tak, jakby był naprawdę w niej zakochany.
- Sądzisz, że wolno ci tak flirtować z pacjentkami? -spytała Rebeka.
- Nie flirtuję z pacjentkami, tylko z panią Maclnerney - odparował. - Poza tym to ona zawsze zaczyna pierwsza.
- Coś podobnego!
- Ale przyznaję, że jest zachwycająca. A jak ty sądzisz?
- Podzielam twoje zdanie.
- To idz do niej. - Odwrócił się, by poprosić następnego pacjenta, a Rebeka oblała się rumieńcem i poczuła tak,
jakby przegrała grę, której w ogóle nie powinna była zaczynać.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Braun Lilian Jackson Kot, ktĂłry... 09 Kot, ktĂłry zszedĹ pod podĹogÄ
- Braun Lilian Jackson Kot, ktĂłry... 06 Kot, ktĂłry bawiĹ siÄ w listonosza
- Fabisinska Liliana Bezsennik 2 Klopotliwe Ognisko
- 0519. Darcy Emma Druga twarz anioĹa
- NOWICJUSZKA Palmer Diana
- Harlan Ellison Ellison Wonderland
- Bergson Henri Smiech
- Her Russian Protector 2 Dimitri
- Zane Grey The_Day_Of_The_Beast
- White Michael Jack Pendragon 02 Sztuka morderstwa
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- papierniczy.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.