[ Pobierz całość w formacie PDF ]
dalej...
--- Gdyby tak było! Dogoniła nas jeszcze w drodze. Chcieliśmy złożyć rzeczy w
najbliższej zagrodzie i wrócić. A ona: nie! Rozbijajcie natychmiast obóz!
I zgodziliście się na to?
Zaraza wielożywna, zwalczanie zamruczał Michał. - To tak pilnujecie porządku?
A rozkazy, to co? Mowa trawa?... Aha, zwalczanie! Oczywiście: zdrowe opryskać cieczą
burgundzką albo bordoską...
Stefan zwiesił bezradnie głowę.
--- Nie wykonaliśmy rozkazu przyznał. Czy jednak tej biednej dziewczynie...
--- Przyznajmy się lepiej szczerze - wtrącił pogodnie Waldek. Wzięła nas do galopu
i zanim zdążyliśmy coś odpowiedzieć, komenderowała nami, aż się kurzyło. Zupełnie jak nasza
Rojkowa ze Starej Wsi... Siedzi tam teraz samotnie i pilnuje rzeczy.
--- Przyznaj także dodał Stefan sumiennie że wobec niej nie wypadało inaczej
postąpić po dzisiejszym zajściu. Naruszyliśmy przepisy, prawda, lecz to...
--- Siła wyższa! - podpowiedział usłużnie Michał i zaczął znowu mamrotać szybko.
Zaraza wielożywna: koniec. Teraz osutka sosnowa. Znam cię dobrze, kochana wiedzmo...
Zajął się odtąd wyłącznie własnymi sprawami, zaczęto bowiem załadowywać na nowo
rowery. Wkrótce Stefan i Waldek ruszyli w drogę. Karol przysunął do siebie plecak.
--- Pomóż mi zwrócił się do Michała chcę zabrać twoje bagaże.
--- To ci się chwali. Szczęśliwie wobec tego dowiozę swoją donicę. A to w tej chwili
rzecz najcenniejsza.
Objął tkliwym spojrzeniem dużą pakę, owiniętą szczelnie papierem i przypominającą z
wyglądu kwiat doniczkowy. Karol znał widocznie zawartość tego ładunku, nie zwrócił bowiem
na jego słowa żadnej uwagi. Sprawdził, czy wszystko trzyma się dobrze, potem nacisnął pedały i
ruszył. Wjechał wkrótce w las, skręcił na prawo i po kwadransie jazdy znalazł się w nowym obo-
zie. Waldek i Stefan już czekali na niego.
A gdzie Zosia? zapytał rozglądając się naokoło zdziwiony.
Waldek wzruszył ramionami.
Odpłynęła odparł. Gdy nas tylko dostrzegła. Nic z tego nie mogę zrozumieć.
Gdy była sama, okopała namioty, wypełniła powietrzem poduszki i materace i ułożyła je w
środku. Sprytna dziewczyna, zdążyła wszystko podpatrzeć... To jednak nie wyjaśnia, dlaczego
uciekła. Urazy chyba do nas nie czuje, gdyż ułatwiła nam pracę. A może z tobą nie chce się
widzieć? Albo czegoś się boi?...
Karol rozejrzał się, jak gdyby spodziewał się gdzieś ją zobaczyć. Niestety. Rudawka była
wprawdzie ładną, ale niewielką wsią, którą otaczał zewsząd, jak to słusznie' określił nadleśniczy,
gęsty, mieszany bór. W ciągu minuty można było przejechać przez nią od końca do końca. Zosia
musiała dawno zniknąć poza drzewami na przeciwległym krańcu osiedla.
Może nie chce się ze mną widzieć rzekł w zamyśleniu. A może ogarnął ją lęk...
A przed czym? Chyba przed przyszłością. I chyba dlatego potrzebna jest jej w tej chwili
samotność...
Popatrzył raz jeszcze na otaczający ich bór. Rzeczywiście koło Rudawki, nawet jak na te
okolice, był on niezwykle gęsty.
Niespokojna noc
Lenc, mimo rannych nieprzyjemności, wrócił do obozu bardzo zadowolony z
osiągniętych wyników. Dla niego to zajście miało i dobre strony: powiększył swą grupę, pomógł
mu przy tym Czerski. Razem wykonali olbrzymią pracę: otoczyli Nieckę dwiema liniami pomia-
rów, uzupełnili szczegółami kwadrat zachodni, zdążyli się nawet wbić szerokim klinem z
północy. Jedząc teraz kolację, pośpiesznie przeglądał notatki. Przygotowywał się do wieczornej
narady. Karol chciał się zorientować dokładnie w całości, spodziewał się bowiem jutro różnych
pytań w czasie rozmowy z inżynierem z Zarządu Lasów.
I Czerski nie odpoczywał w czasie posiłku. Jego dorobek wydawał się dużo skromniejszy,
stracił bowiem prawie w całości dzisiejszy dzień, a zresztą prace, które prowadził, były mniej
efektowne. Sądził jednak, że ma się czym pochwalić: w najważniejszych punktach próbki ziemi
zostały pobrane, ustalono głębokość wód podskórnych i grubość gleby.
Oczywiście ja będę mógł coś powiedzieć dopiero po ostatecznym zakończeniu
pomiarów przemówił pierwszy, gdy zebrano się przy ognisku. W tej chwili gromadzę tylko
materiał.
Karol wziął od niego notatki i schował. Nie spodziewał się więcej. Z jednej grudki trudno
jest coś odczytać; za to efekt mógł być niezwykły, gdy zebrało się ich i porównało z sobą
dziesiątki.
A ty co nam możesz powiedzieć? zwrócił się z kolei do Lenca.
Ten ułożył przed sobą starannie poszczególne arkusze, wygładził je i dopiero wówczas
uniósł nieznacznie głowę. Ze względu na wielką skrupulatność i. sposób przemawiania zwano go
powszechnie profesorem, toteż na wstępie wygłosił swoim zwyczajem sumiennie opracowany,
ale suchy referat o ukształtowaniu terenu dokoła Niecki. W miarę jednak jak mówił, twarz
ożywiała się, oczy nabierały blasku, słowa stawały się wyrazistsze i niespodziewanie buchnął z
nich nieopanowany entuzjazm.
--- To, o czym mówiłem poprzednio, ma tylko orientacyjne znaczenie przystępował
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Anderson, Poul The Merman's Children
- Bośźena BudziśÂska Trans
- Bailey Bradford [Southwestern Shifters 03] Reckless [TEB MM] (pdf)
- Rainville Rita Material na meza
- 01cohelo paulo veronika dec
- Wolverton Dave śÂcieśźka bohatera
- Kotowski Krzysztof Noc kapśÂanów
- Bloodlines Laurence James(1)
- Saga o Ludziach Lodu 45 Ksić śźć czarnych sal
- Sfinks
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- binti.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.