Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

reakcji:
- Mów mi po imieniu, Jeremy. Tak jak wszyscy przyjaciele.
- A mnie wujek James utuli, prawda? - Jego imiennik wsunął się pod kołdrę.
Kiedy Jeremy był gotów do snu, poprosił o pocałunek na dobranoc. Pochyliła się nad nim, a on zarzucił jej na
szyję pulchne ramionka
- Jutro ci pokaŜę Buttonsa - szepnął.
Uśmiechnęła się.
- Nie mogę się doczekać.
- Jeśli kiedykolwiek znudzi ci się projektowanie wnętrz, zawsze moŜesz się zatrudnić jako lektorka - zauwaŜył
James.
Minęła go i zeszła na dół. TuŜ przy drzwiach swojej sypialni odwróciła się na pięcie i posłała mu uśmiech, na
widok którego uniósł ze zdziwieniem brwi.
- Wiem, co przeczytałabym tobie - oznajmiła takim tonem, Ŝe natychmiast zapytał:
- Tak? A co?
- Deklarację Niepodległości.
I zamknęła mu drzwi przed nosem.
Z niewiadomych przyczyn Annie zapakowała takŜe owo cudo z morskiej organdyny, oprócz sukienki
wieczorowej z czarnej krepy, o którą Harriet prosiła. Było to arcydzieło Jeana Muir, jedna z ulubionych kreacji
Harriet. Prosta, o doskonałym kroju. Obcisła góra podkreślała jej szczupłość. Głęboki dekolt w kształcie litery V
zdobiła pojedyncza kremowa kamelia.
Powiesiła suknię, Ŝeby odeszły mikroskopijne zgniecenia, i wzięła długą, rozkoszną kąpiel. Cieszyło ją, Ŝe
wreszcie, raz a dobrze, utarła nosa Jamesowi Alexandrowi. Starannie się umalowała, obficie spryskała perfumami
Amarige, załoŜyła sukienkę, wsunęła stopy w czarne szpilki, sięgnęła po kopertową torebkę. Jeszcze jedno
spojrzenie w lustro, by się przekonać, Ŝe wszystko jest jak naleŜy, i była gotowa do kolacji.
Trafiła na dół, bo zapamiętała punkty orientacyjne. Minąć fantastyczny chiński kredens z drzewa sandałowego,
przejść przez podest z obrazem Corota, potem w dół schodami, gdzie stoi zgrabny sekretarzyk przy białej ścianie, i
korytarzem na prawo, prosto do głównych schodów. W holu dobiegły ją dźwięki muzyki. Kierując się nimi, doszła
do uchylonych drzwi, za którymi ujrzała Charlesa Herveya na obitej toczonym aksamitem sofie. Gdy weszła,
zerwał się na równe nogi. Był to duŜy, przestronny pokój. Na błyszczącym parkiecie widniały małe chodniczki,
gdzieniegdzie stały drobne mebelki, wszystkie jednak nikły wobec olbrzymiego fortepianu. Zdobiła go kolekcja
posąŜków z jadeitu. Dwa identyczne stoliczki chippendale strzegły przeciwległych ścian; w rogu pyszniła się
gablotka z piękną porcelaną. Pod ścianą dostrzegła wielki kominek, obecnie wygaszony, za to zdobny w
kompozycję paproci i jagód. DuŜy barek uginał się pod cięŜarem butelek. W pokoju rozbrzmiewała muzyka
Mozarta.
- Więc nie trzeba wysyłać na pomoc świętego Bernarda, czy raczej - świętego Jamesa?
- Mam doskonały zmysł orientacji - odparła Harriet lekko. Udała, Ŝe nie widzi błysku w jego oku. Najwyraźniej
Corinne opowiedziała mu wszystko, a zdąŜyła się juŜ zorientować, Ŝe oboje Herveyowie to niepoprawni kpiarze.
- Proszę wejść. Czego się pani napije? Gin z tonikiem? A moŜe amerykańskie martini? śona nauczyła mnie je
przyrządzać. Mamy teŜ wyśmienitą sherry...
- Poproszę sherry - rzuciła szybko. - Piers opowiadał jej o amerykańskim martini jako o Najstraszliwszej Broni
Jankesów, a w obecności Jamesa Alexandra musi zachować jasność umysłu. Przycupnęła na fotelu, którego
poduszkę pokrywał kunsztowny haft. - Bardzo piękne - pochwaliła.
- To dzieło mojej Ŝony.
- Widzę, Ŝe pani Hervey ma wiele talentów. Podał jej szklaneczkę jasnego płynu.
- Mam nadzieję, Ŝe polubiła nas pani na tyle, Ŝe zechce pani mówić nam po imieniu. Ja, szczerze mówiąc, juŜ
myślę o pani jako o Harriet. To takie urocze, staroświeckie imię. Pasuje do ciebie.
- Czy to ma znaczyć, Ŝe jestem czarująca, czy staroświecka?
- Czarująca z pewnością, staroświecka - cóŜ, nie w dosłownym znaczeniu, ale nie jesteś teŜ twardą kobietą
biznesu, której się spodziewałyśmy, sądząc po opisie Jamesa.
Znowu błysk w oczach. Harriet nie wiedziała, kpi czy nie, więc odparła lekko:
- Nie moŜna wierzyć we wszystko, co mówi pan Alexander
- Och, znam go na tyle dobrze, Ŝe o tym wiem. Tym niemniej jestem jego dłuŜnikiem, Ŝe cię do nas przywiózł.
29
Jestem pewien, Ŝe będziemy bardzo zadowoleni z twoich projektów.
- Gdzie jest wasz nowy dom?
- W linii prostej jakieś trzy mile stąd, drogą - około pięciu. Pojedziemy tam jutro rano. Jutro po południu
obchodzimy w naszej wiosce święto majowe. Corinne na pewno namówi cię, Ŝebyś razem z nią prowadziła jej
stoisko. Ma szczęśliwą rękę, dotychczas sprzedawała wszystko. Spędziliśmy w tej wsi dziesięć szczęśliwych lat,
ale potrzeby rosną, a Corinne potrzebuje więcej przestrzeni dla swoich koni. Miejmy nadzieję, Ŝe nasi nowi
sąsiedzi będą równie uroczy, jak obecni.
Corinne zastała Jamesa w korytarzu przed lustrem, mocującego się z czarnym krawatem. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.