Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przez jakiś czas, dopóki tu jest. Odpłaciłaby mu za zapewnie-
nie bezpiecznego schronienia. I nie byłoby to nieprzyjemne.
Usprawiedliwiała swoje pragnienie, żeby z nim być. Ale z
drugiej strony, skoro jej uczucia wybuchły w tak krótkim
czasie od chwili, gdy go poznała, może to było przeznacze-
nie? Przypomniała sobie, jak Jamey powiedział, że Zach po-
trzebuje kogoś takiego jak ona.
Pobiegła na górę, cichutko otworzyła drzwi do sypialni i
weszła na paluszkach. Leżał na plecach, z kołdrą podciągnię-
tą do ramion. Nagich ramion. W nocy ubrany był w T-shirt i
spodnie od dresu. Czy teraz w ogóle miał coś na sobie?
Zbliżyła się do łóżka. Usiadł z zaciśniętymi pięściami,
spięty. Kiedy zobaczył, że to ona, uspokoił się.
- Zmieniłaś zamiar? - spytał, prawie współczująco, jakby
wiedział, że decyzja była właściwie poza jej kontrolą. Przy-
taknęła. - Śpiąca? - Pokręciła przecząco głową. - Aha.
- Uchylił kołdrę, zapraszając ją gestem.
Zsunęła buty. Wślizgując się do łóżka, zauważyła, że ma
na sobie bokserki. Owinął ją kołdrą i objął ramionami.
- Cieszę się, że przyszłaś - powiedział cicho.
Dobrze zrobiła. Potrzebował kogoś, kto by o niego zadbał.
Może to zrobić, chociaż będzie cierpiała, opuszczając go. Ale
on się poświęcał, więc i ona może.
Wielkie poświęcenie, rzeczywiście. Zupełnie bezintere-
sowne.
Jego usta, miękkie i ciepłe, odnalazły zaraz jej usta, a jego
język odkrywał ich wnętrze. Objęła go za szyję i przytuliła
się mocniej. Jęknęła, czując jego język na szyi, uchu, gorący
oddech na swojej wilgotnej skórze. Znów powrócił do jej ust,
intensywniej, ale wciąż się nie spiesząc do następnego etapu.
Cofnął się, spojrzał jej w oczy, położył rękę na jej brzu-
chu, a potem przesunął na piersi. Przymknęła oczy.
- Wyobrażałem sobie ciebie - powiedział cicho. - Za
nim przyjechałaś, widziałem twoje ubrania, dotykałem ich.
Wiedziałem, jak będzie wyglądało twoje ciało.
Powinno ją to rozzłościć, ale była zbyt podniecona.
- Nie rozczarowałeś się?
- Dlaczego miałbym się rozczarować?
- Nie jestem... nie mam ciała modelki.
- Masz ciało kobiety. Czy ktoś cię kiedyś krytykował?
- Nieważne. - Próbowała przyciągnąć go do siebie i po-
całować, ale się oparł.
- Jesteś piękna. Doskonała. - Wymacał jej sutkę przez
sweter.
Po chwili wydobył ją na zewnątrz. Cieszyła się, że miała
na sobie czarną koronkową bieliznę, zwłaszcza gdy przez tę
koronkę odnalazł zębami jej sutkę, jednocześnie ściągając z
niej dżinsy. Otaczał ją jego dotyk i zapach. Dotykała jego
ciepłej skóry, wędrowała rękami po jego ciele. Przytrzymał
jej rękę, gdy się zawahała na skraju bielizny. Przykrył ją swo-
im ciałem i nawet przez warstwę materiału czuła na sobie
całą jego męskość i każdy ruch. W końcu ukląkł i uniósł ją,
żeby odpiąć biustonosz. Spojrzał jej w oczy.
Zażywasz pigułki? -spytał ochrypłym głosem.
- Nie.
-Dlaczego?
- Nie... potrzebowałam.
- Żyłaś w celibacie?
- Tak jakby.
- Co to znaczy „jakby"?
- No dobra, zupełnie.
- Od dawna?
Położyła dłonie na jego piersi i spojrzała mu w oczy.
- Dwadzieścia trzy lata.
Ręce mu opadły i przestał odpinać sprzączkę.
- Jesteś dziewicą?
- Mówisz tak, jakby to było jakieś przekleństwo.
- Julianne, za chwilę miałem się z tobą kochać. Dlaczego
mówi w czasie przeszłym?
-I co?
- Jak to, co?
- Pragnę cię, Zach. Mój brak doświadczenia nie ma z tym
nic wspólnego. Przecież to się musi kiedyś stać. Dlaczego nie
z tobą?
- Nie chodzi o brak doświadczenia, jak to nazywasz, ale o
oddanie dziewictwa.
- Mojemu mężowi.
- Partnerowi w tworzeniu pozorów i alibi.
- To jest mój wybór.
- A mój jest taki, żeby nie przyjąć tego daru. - Wstał, ubrał
się i dopiero wtedy przysiadł na skraju łóżka. Podciągnęła
kołdrę pod brodę. - Nie patrz tak na mnie.
-Jak?
- Jakbym przejechał twojego psa. Mimo woli się uśmiech-
nęła.
- Podobało mi się. Myślisz, że uda ci się zawsze opierać?
- Nie będzie „zawsze", Julianne.
- Sam mówiłeś, że nie wiadomo, jak długo potrwa nasze
małżeństwo. Dlaczego mam zmarnować najlepsze lata?
- Twoje najlepsze lata dopiero nadejdą. - Ruszył do drzwi.
- Opowiesz mi o Hannie? - zawołała za nim pospiesznie.
- Skąd, wiesz o Hannie? - Strzeliła w ciemno, ale było to
jedyne, co pasowało do podpisu na rysunkach. Gdy nie od-
powiadała, podszedł do niej. - Hanna to nie jest temat do
rozmowy. Ani teraz, ani nigdy. Zrozumiałaś?
- Zrozumiałam.
Wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jeden krok w
przód, dwa do tyłu, pomyślała Julianne. Tak wyglądało całe
jej życie.
Zamknął się w gabinecie i próbował opanować złość.
Skąd, do diabła, wiedziała o Hannie? Podsłuchała jego roz-
mowy z państwem Moody? Kręciła się po domu? Ale ni-
czego by się z tego nie dowiedziała.
Zaczął spacerować po pokoju. Hanna stała się ostatnio...
trudna. Nieprzewidywalna.
Zadzwonił telefon.
- Nowa - dobiegł go głos ze słuchawki. - Piętnaście lat.
Zaraz przesyłam dane.
Zach otworzył pocztę elektroniczną. Mógłby zlecić ten
wywiad komu innemu, ale musiał się oderwać od rozmyślań
o Julianne. Poszedł do sypialni po torbę, zawsze spakowaną.
Julianne właśnie wstawała i mógł się jej dokładnie przyjrzeć.
Jakby akurat musiał mieć przed oczami jej obraz w czarnej
koronkowej bieliźnie. Podszedł do niej.
- Muszę wyjechać.
- Na długo?
- Dzień lub dwa.
Poszedł do garderoby, dając jej czas na ubranie się. Do-
tknął ręką podbrzusza. Nigdy tak bardzo nie pragnął żadnej
kobiety. Nie była w jego typie, ale... Chwycił torbę i wszedł
do pokoju. Stała w tym samym miejscu, ale ubrana. Po prostu
wyjdź z pokoju, powtarzał sobie. Nie patrz na nią i wyjdź.
Nagle stanął przy niej. Pocałował ją na pożegnanie jak ry- [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.