Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wyprzedzali pościg o krok.
Kiedy stracili TalÄ™, przez moment wydawaÅ‚o siÄ™, że straci­
li również Lawsona. Jego bracia dobrze znali powód - wybiegi
tych dwojga nie zwiodły nikogo. Zamknął się w sobie, zupełnie
jak Edon zaraz po ucieczce, jeśli nie bardziej. Nie odzywał się,
przestaÅ‚ jeść, ledwie funkcjonowaÅ‚. MiaÅ‚ zÅ‚amane serce. Nie­
pewność co do losu Tali stała się dla niego najgorszą torturą.
Nie wiedział, czy została zabita zaraz po schwytaniu, czy może
ogary jÄ… oszczÄ™dziÅ‚y. Jeżeli jednak nawet przeżyÅ‚a, tylko tygo­
dnie dzieliły ją od ukończenia osiemnastego miesiąca, a Lawson
na własne oczy widział, co spotkało Ahramin.
Nadzieja na przeprowadzenie skutecznej akcji ratunkowej
byÅ‚a bardzo niewielka. PiekÅ‚o byÅ‚o rozlegÅ‚e, w zasadzie bezkre­
sne; Tala mogła być dosłownie wszędzie. Mógł jej szukać przez
resztę życia i nigdy nie odnalezć. W miarę upływu dni szansa
na odnalezienie dziewczyny żywej i nieprzeobrażonej malaÅ‚a co­
raz bardziej.
Stracił ją, utracił ostatecznie.
Aż...
Kilka dni wcześniej Malcolm obudził się z głośnym krzykiem,
całą twarz zalał mu pot.
- To on! Widzę go! - Tym  nim" był oczywiście Romulus.
Wielka Bestia z Piekła wciąż nie opuszczała ich umysłów.
- Zobaczyłeś Romulusa? Gdzie? - spytał z rosnącą paniką
Edon.
- WyglÄ…daÅ‚o, jakby byÅ‚ na Księżycu - odpowiedziaÅ‚ Mal­
colm. - Rozmawiał z kimś.
- Oculus - stwierdził z niepokojem Edon. Wytłumaczył,
że obscura luminis są jaśniejącymi w wymiarze uroku latarniami
sygnalizacyjnymi,  mrocznymi Å›wiatÅ‚ami", którymi wilki posÅ‚u­
giwały się tysiące lat wcześniej, za czasów dawnego imperium,
do przekazywania wiadomoÅ›ci na olbrzymie dystanse. ByÅ‚y roz­
rzucone po caÅ‚ym Å›wiecie nadziemnym i podziemnym, Pretoria­
nie wykorzystywali je do śledzenia wędrujących po uniwersum
watah. Tyle że te magiczne wici wygasÅ‚y wiele stuleci temu. Te­
raz jedno ze świateł zapłonęło i być może działało.
- Gdzie? - spytał Lawson.
Malcolm zamknął oczy, skupił się.
- Okolica przypominaÅ‚a trochÄ™ miejsce, gdzie wylÄ…dowali­
Å›my w tym Å›wiecie zaraz po ucieczce. Otoczona wzgórzami, po­
rośnięta łąką dolina.
Oculus. Lawson poczuł budzącą się w sercu nadzieję.
- Posłużę się nim. Skorzystam z oculusa do odnalezienia Tali.
Pokaże mi, gdzie ona jest, dowiem się, gdzie przetrzymują ją ogary.
- Nie!
Lawson popatrzył na Edona tak, jakby zobaczył go po raz
pierwszy w życiu.
-Nie?
Edon rzucił bratu kolejne ostre spojrzenie.
- Jeżeli posÅ‚użysz siÄ™ oculusem, Romulus może siÄ™ dowie­
dzieć, gdzie jesteśmy. Nie rozumiesz? Narazisz nas wszystkich.
- Nie narażę. Uda mi siÄ™. Wiem, że jestem to w stanie zro­
bić. Potrzebuję tylko chwili, obiecuję. Nic złego się nie stanie. -
Lawson nie umiał zrezygnować z Tali, jeszcze nie teraz. Przecież
wciąż mogła żyć, a skoro tak, to nie wolno mu było porzucić jej
na pastwę ponurego przeznaczenia; był jej to winien. Pomyślał
o swej miÅ‚oÅ›ci, o dziewczynie z jasnoróżowymi wÅ‚osami i nieÅ›mia­
łym uśmiechem, o dziewczynie, która, zajmując się domowymi
obowiązkami, cicho nuciła pod nosem. Nadal widział ją leżącą
obok siebie w łóżku, wciąż czuł na policzku jej słodki oddech.
- Edon, proszę cię, pozwól mi to zrobić - rzucił błagalnie.
Wiedział, że Malcolm i Rafe pójdą za nim i że przede wszystkim
Edona powinien przekonać.
- Nie, Lawson. Jeżeli wydaje ci się, że ją odzyskasz, jesteś
zwykłym głupcem. To już koniec. Tali nie ma. Musisz pogodzić
się ze swoją stratą, tak jak ja pogodziłem się z moją - oznajmił
z mocÄ… brat.
- Nie. - Patrząc na brata, Lawson czuł w duchu chłód. Nie
chciał tego przyznać wcześniej, lecz w głębi serca uważał, że Edon
jest słaby. Uznał go za takiego, kiedy brat nie wrócił do Piekła, by
ocalić Ahramin. Był słaby, ponieważ pozwolił poświęcić się sami-
cy, a sam uciekł na wolność. Przedtem było mu Edona po prostu
żal, lecz teraz go za to nienawidził. To, że Edon stracił już wszelką
nadzieję, nie znaczyło, że nie powinien jej żywić Lawson.
Tala wciąż miała szansę. Mogła żyć i być może nie została
jeszcze przeobrażona. Nadal mogła być wilczycą, którą pokochał.
To naprawdę niewykluczone. Przecież pojawił się oculus. Oculus
wskaże mu drogę do dziewczyny i Lawson ją odzyska. Lub zginie,
próbujÄ…c. OdkÄ…d jÄ… utraciÅ‚, zapomniaÅ‚ zupeÅ‚nie o Marroku i resz­
cie braci i sióstr z podziemnego świata. Teraz liczyła się jedynie
Tala.
Edon ostatecznie ulegÅ‚, czego Lawson byÅ‚ pewien od poczÄ…t­
ku. Teraz jednak, jadąc w kierunku oculusa, chłopak raz po raz
czuÅ‚ ukÅ‚ucia wyrzutów sumienia. DążyÅ‚ naprzód na oÅ›lep - do­
sÅ‚ownie i w przenoÅ›ni. PrzysiÄ…gÅ‚, że bÄ™dzie watahÄ™ chronić, a tym­
czasem prowadził ją prosto ku niebezpieczeństwu. Edon uważał,
że oculus będzie strzeżony przez ogary i chory żołądek Malcolma
zdążył to dobitnie potwierdzić. Pomysłu Lawsona nie pochwalał
nawet Arthur.
- Słuchajcie, przecież nie prosiłem, żebyście ze mną jechali
- burknął. - Mówiłem, że sam sobie poradzę.
- Jasne, że byś sobie poradził, stary - odezwał się z tylnego
siedzenia Rafe. - Po prostu nie chcieliÅ›my tracić przedniej za­
bawy.
- Jesteśmy tu tylko z twojego powodu, nie zapominaj o tym
- rzuciÅ‚ Edon. - PamiÄ™taj, że w imiÄ™ wÅ‚asnego szczęścia ryzyku­
jesz naszą wolnością.
A jeśli Edon ma rację? Jeżeli Tala już nie żyje? Co się stanie,
kiedy Romulus odnajdzie ich poprzez oculus? Co wtedy? Jeżeli
Lawsonowi nie uda siÄ™ w niezauważony sposób skorzystać z mo­
cy mrocznego światła, ogary ich dopadną, zaciągną z powrotem
do Piekła i wszystko, tyle pracy i wysiłku, pójdzie na marne.
- Dobra - prychnął. - Dobra, wygraliście! - Gwałtownie
zakręcił kierownicą. Wymagał od nich zbyt wiele. Nie zniósłby,
gdyby któryś z jego braci zginął, próbując ocalić Talę. Edon miał
racjÄ™ - najprawdopodobniej i tak wszyscy trafiliby z powrotem
w łańcuchy.
- Nie - zachrypiaÅ‚ sÅ‚abym gÅ‚osem Malcolm. - Musimy je­
chać dalej. Już przecież głosowaliśmy. Jedziemy szukać oculusa.
Obiecaliśmy pomóc Lawsonowi i tak zrobimy.
Lawson uniósł brwi i zerknął na starszego brata. Atmosfera
w samochodzie była przez moment napięta jak linka latawca.
W końcu jednak Edon machnął ręką. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.