[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Wkrótce odnalezli barłóg żebraka i razem z nim skierowali się ku panteonowi szeryfów.
63
Alauit dynastia, która zwalczyła szeryfów Saadien.
64
Ajssaua religijne bractwo muzułmańskie, założone w 17 wieku przez proroka Ajssaua (Jezusa), stanowi
ono potężną organizację. Z nią się liczą nawet sułtanowie, bo Ajssaua przyjmuje udział we wszystkich zabu-
rzeniach politycznych.
54
Wszystkie wejścia do niego były jednak zamknięte, gdyż godzina była pózna. Jednak Has-
san, mrugając zdrowym okiem, poszedł do bramy i zaczął mocno kołatać i wołać na
odzwiernego.
Wszyscy stróże wyszli z domu rzekł nareszcie. Nikogo nie ma. Dobra nasza!
Przejdziemy inaczej.
Doprowadził marabuta i Rasa do koryta kanału, biegnącego przez całą kasbę.
Idzcie tym łożyskiem przeciwko prądowi! rzekł. Ujrzycie podziemne przejście,
którym płynie kanał, i tą drogą dostaniecie się na podwórze meczetu.
Towarzysze posuwali się korytem prawie wyschłego potoku i doszedłszy do podziem-
nego kanału, nisko schyleni szli dalej, czując, jak ze sklepienia kapie na nich woda i z ci-
chym szmerem zrywają się spłoszone nietoperze.
Po kilku minutach wyszli na podwórze meczetu. Skradając się zwiedzili całą świątynię,
świecąc sobie latarkami. Minęli w milczeniu dwie sale z resztkami posadzki, niegdyś
marmurowej, z kupami gruzów po kątach, z oknami rzezbionymi w gipsie przez wpraw-
nych majstrów andaluzyjskich, lecz pozbawionymi od dawna swoich barwnych szkieł, po
których pozostała tylko oprawa z ołowiu. W tych mrocznych salach przy blaskach latarni
połyskiwały złocone przed wiekami sufity, zdobne w zwisające stalaktyty z rzezbionego
cedrowego drzewa, jeszcze roztaczającego miłą woń żywicy; bielały duże płyty gipsowe z
misterną koronką liter, składających opis życia i czynów sułtanów Abu Abd Allah El Kaim
i Abu El Abbas El Mansur, który sławą nieśmiertelną okrył całą dynastię Saadien. W
ciemnych zakątkach gdzieniegdzie wyrastały z ziemi małe marmurowe grobowce dzieci
królewskich, a było ich wszędzie dużo, chociaż z czasem pozostał z nich tylko odłamek
kamienia lub cegły fundamentu. Nareszcie dotarli do głównej nawy. Tu zatrzymali się w
zdumieniu i zachwycie. Nie wiedzieli, co mają począć ze sobą modlić się, łkać nad kimś
lub nad czymś, co przeminęło bezpowrotnie, w rozpaczy łamać ręce lub chwalić Allacha,
który w mądrości swej posłał ludzkości śmierć, bo echa jej budzą w sercach rzewne odgło-
sy, wdzięczną pamięć i chęć do życia pięknego a pełnego czynu.
Wszedłszy do panteonu, ujrzeli las kolumn, ginących wysoko pod sklepieniem, gdzie
zapalały się i gasły złote błyski na ostrych kantach i drobnych płaszczyznach rzezb. Ko-
lumny majestatyczne i szlachetne w swych kształtach stały w świetle latarek jak białe i
majaczące widma, zastygłe w starym marmurze z Karary. Małe chyże iskierki i świetlane
smugi połyskiwały na nich, gdy padały na marmur promienie światła, a z tyłu czaił się
mrok tajemniczy i przejmujący i cisza, przerywana cykaniem nietoperzy i szmerem snują-
cych się śród gruzów szczurów.
Ani marabut, ani Ras ben Hoggar nie wiedzieli, za każda z tych kolumn była pomni-
kiem... pomnikiem ocalonego życia, ponieważ szeryfowie Saadien za każdą kolumnę
płacili Włochom pięć miar cukru i pięć niewolnic chrześcijańskich, pędzących ciężkie i
poniżające życie w kasbach i osadach Wysokiego Atlasu.
Sród kolumn, w prochu i kawałkach odpadającego marmuru, gipsu i cedru stały gro-
bowce szeryfów. Na pożółkły marmur padały niepewne blaski latarek, a wtedy występo-
wały napisy, znaki i misterna, artystyczna rzezba, wykonana dłutem chrześcijańskich
niewolników z Sycylii, Sardynii i Italii. Niektóre z grobowców tonęły w gęstym cieniu,
rzuconym od kolumn.
Szeregi niskich, zapadłych już lub przysypanych do połowy sarkofagów dużych, pod
którymi spoczywały prochy władców i ich żon, małych przechowujących srebrne tru-
mienki sułtańskich dzieci, zrodzonych przez ukochane żony i ulubione niewolnice, zale-
gały całą nawę. W jednej ścianie był wykuty, niby w skale, mihrab, 65 na innej tablica
gipsowa z historią któregoś z szeryfów...
65
Mihrab niewielka nisza, gdzie staje mułła, czytający Koran.
55
Wszędzie biły w oczy pustka, zaniedbanie, wilgoć i niewdzięczność ludzka, nie-
wdzięczność podła, rabia, ohydna...
Marabut ochłonąwszy z pierwszych wrażeń chodził po panteonie, dotykał drżącymi rę-
koma kolumn,fundamentów, ścian i nawet grobowców, lecz kamień, co przetrwał wieki,
był jednolity i nieruchomy jak skała, jak granitowa opoka, na której wznosił się gmach
historii, tradycji i zaczarowany gród legend i baśni Mahrebu.
Przed północą towarzysze powrócili do domu zmęczeni i zawiedzeni w swych nadzie-
jach, lecz mimo to pełni jakiegoś niepojętego, cichego smutku, kojącego rozrzewnienia i
wdzięczności za przeżyte chwile niezapomnianych wrażeń.
Co będziemy teraz robili? spytał marabut Rasa.
Przyprowadzę do ciebie, sidi, jutro Hassana rzekł góral. Musicie się naradzić!
Istotnie nazajutrz jednooki i kulawy meskin przyszedł i wysłuchawszy marabuta padł
mu do nóg, i szybko opuścił dom.
Hassan powrócił w dwa dni pózniej z jakimś nieznajomym Berberem. Rasa nie było o
tej porze w domu, gdyż odwiedzał znajomych pieśniarzy, meskinów i zaklinaczy wężów.
Po długiej naradzie z marabutem, żebrak z nieznanym człowiekiem odeszli, odprowadzani
błogosławieństwami Szorfa.
Wkrótce po ich odejściu, gdy marabut w swojej izbie modlił się, gdyż muezzin z pobli-
skiego minaretu wołał wiernych o zachodzie słońca do obcowania z Allachem, wpadł Ras.
Był blady, drżący na całym ciele, a miał tak straszną twarz i taką rozpacz w oczach, że
marabut porwał się z kobierca i zawołał:
Co ci jest? Mów prędzej!
Z głośnym, pełnym straszliwego bólu krzykiem Ras upadł na podłogę, zaczął się wić,
jak rozdeptany robak, drapać podłogę i tłuc głową o ściany.
Od czasu do czasu wyrywały się mu głuche łkania i urywane pytania:
Za co? Za co? Za co?
Z trudem udało się marabutowi uspokoić górala.
Co ci się przydarzyło, synu mój, powiedz? mówił Szorf, gładząc towarzysza po
głowie i tuląc go do siebie jak małe, skrzywdzone dziecko.
Przerywanym łkaniem i ciężkimi westchnieniami głosem, Ras zaczął opowiadanie:
Poszedłem do znajomych, aby dowiedzieć się o Soffa... U Abu Khalima spotkałem
meskina, który dopiero trzy dni jak powrócił z gór... z moich gór... był w mojej kasbie i
spędził tam dwa tygodnie. Opowiedział mi, że Aziza wyjechała, porzuciwszy dom... i po-
le... i ogród nasz... i drzewa oliwne...
Ras zaczął głośno łkać, drapać sobie twarz i wyrywać włosy.
Dokąd i po co wyjechała? pytał marabut i co ci mówił o tym meskin?
O-o! mówił mi ten człowiek, że stary kadi sprzedał Azizę handlarzowi niewolników
Arabowi Saffar el Snussi...
Jak mógł sprzedać kadi wolną kobietę? pytał marabut.
Podobno sama poszła do Saffara na niewolnicę!... wybuchnął Ras. Zdradliwa
żmija, niewierna suka, jaszczurka jadowita!
Góral zaczął biegać po pokoju, gryząc sobie ręce i bijąc się pięściami w głowę.
Mówiłeś przecie, że... rzekł, stojąc przed nim marabut mówiłeś, że jest dumna,
śmiała i silna jak orlica? Nie może być, żeby uczyniła to bez przyczyny, dla zdrady, dla
siebie samej... Nie wierzę! Coś się musiało stać, co zmusiło ją do tego.
Ras schwycił Szorfa za rękę i przycisnął do niej usta.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Dudek Antoni & Madej Krzysztof (Redakcja) STAN WOJENNY W POLSCE. STAN BADAĹ
- Antoni Czechow Drobiazgi zycia
- Jakub_Bartoszewski_Filozofia_przyrody,_Kartezjusz_i_porzÄ dek_Ĺźycia_spoĹecznego____2010
- Caminos de Autorealiz. Sup. Tomo III
- Anderson, Poul Los Corredores del Tiempo
- McMahon Barbara Podwójna radośÂćÂ
- LE Modesitt Recluce 07 Chaos Balance (v1.5)
- Carole Mortimer Cyganka
- Jim Butcher Akta Harry'ego Dresdena 01 Front burzowy
- Ledenda Drizzta 06 Klejnot Haljlinga
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ministranci-w.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.