Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pomysłowość dekoratora skończyła
się, bo tu także dominowały błękit
i zieleń.
 Nie muszę, ale chcę  powiedział.
Kiedy położył jej ręce na ramionach,
czuła ciepło stopniowo ogarniające całe
ciało. Jak mogła myśleć, że Vance jest
szorstkim i zamkniętym w sobie
człowiekiem? Okazał jej przez ostatnie
dwa tygodnie więcej serdeczności
i troski, niż ktokolwiek w życiu.
Otworzył przed nią dom. Dlaczego?
Przecież poznał najgorszą prawdę o jej
przeszłości. Jest inteligentny, wie, że
seksualne zauroczenie, któremu w tej
chwili ulegają, wkrótce przeminie.
A jednak nie odwrócił się od niej, podał
rękę w potrzebie.
Może chce się z nią najpierw
przespać, a potem ją zwolni z pracy?
Nie, Vance nie jest człowiekiem tego
pokroju. Ufała mu bez zastrzeżeń.
 Jest mi głupio. Zadałeś sobie dla nas
tyle trudu.
 Charlie, nie musisz brać wszystkiego
na swoje barki. Chcę się zaopiekować
tobą i twoim synkiem. Jak widzisz, mam
mnóstwo miejsca.
 Jestem ci wdzięczna, naprawdę
doceniam wsparcie, ale nigdy nie
mieszkałeś z małym dzieckiem. Nie
masz pojęcia, w co się pakujesz.
 Będziemy się martwili pózniej.
Teraz pozwól sobie pomóc.  Mówił
z takim żarem, że po prostu nie mogła
mu odmówić, chociaż była przekonana,
że jeszcze pożałuje swojej decyzji.
 Dobrze  ustąpiła w końcu.
 Zostaw rzeczy. Pokażę ci resztę
domu.
Charlie rozglądała się z zachwytem,
ale i poczuciem, że w tym wnętrzu
zawsze będzie trochę nie na miejscu.
Mieszkanie Vance a było eleganckie
i piękne jak dzieło sztuki, nawet kuchnia
sprawiała wrażenie idealnie
zaprojektowanego warsztatu pracy
kucharza profesjonalisty. Takie
apartamenty wyglądają dobrze na
rozkładówkach pism, przyciągają
kupujących, ale rzadko są przytulne.
Człowiek nie czuje się w nich
swobodnie, jest tylko dodatkiem do
mebli.
Jedyną prawdziwą atrakcją jest pan
domu, Vance.
 Jake może się bawić na tarasie 
zachęcał ją.  Tu będzie bezpieczny.
Przez rozsuwane drzwi wyszli na
taras, który wyglądał jak oaza na
pustyni. Doniczkowe drzewka i kwiaty
w skrzynkach ustawione były ze
wszystkich stron. Znajdowali się na
dachu trzydziestopiętrowego wieżowca,
więc mieli u stóp cały Nowy Jork.
Charlie próbowała spojrzeć w dół
i zakręciło jej się w głowie.
 Myślę, że zostaniemy w środku 
powiedziała niepewnym głosem.
 Charlie, na pewno nic mu się nie
stanie. Wokół tarasu jest metrowy
kamienny mur, na którym znajduje się
ponad metr ściany z pleksiglasu.
Dziecko nie wypadnie.
Na samą myśl o tym zrobiło jej się
niedobrze.
 Wiem, że jest bezpiecznie, ale
zostaniemy tu tylko parę dni. Niewiele
będzie okazji do wychodzenia na taras.
 Nawet nie myśl, że cię stąd
wypuszczę.
Dobrze wiedziała, że nie powinna się
przyzwyczajać do fałszywego
bezpieczeństwa. Uciekaj, póki możesz,
piszczał rozum. I nie zakochuj się!
Vance Waverly nie jest partią dla
ciebie.
 Jesteś tu od dziesięciu minut i już
planujesz ucieczkę?  spytał domyślnie.
 Mowy nie ma.
Powinna się opierać, protestować,
przecież jest wolnym człowiekiem, który
decyduje o swoich poczynaniach. Vance
nie ma prawa wydawać jej poleceń ani
wywierać na nią presji.
Zamiast tego wtuliła nos w jego ramię.
Pozwoliła jego rękom coraz śmielej
wędrować po swoim ciele,
rozkoszowała się każdą chwilą. Tak
dobrze jest być dotykaną przez
właściwego mężczyznę. Ona też po
omacku poznawała jego ciało. Nie miał
na sobie marynarki, więc czuła przez
koszulę twarde mięśnie i jej pragnienie
rosło.
Słońce grzało, lekki wiatr
przedostawał się nad przezroczystą
osłoną, kwiaty pachniały oszałamiająco.
 Mam wrażenie, że czekałem na to od
wielu lat  szepnął Vance.
Charlie milczała, choć przepełniały ją
podobne emocje. Ich ręce tańczyły
obdarzone instynktowną wiedzą, gdzie
i jak dotknąć, pogłaskać, ścisnąć. Była
w tym namiętność. I magia. Vance
całował ją jak człowiek spragniony,
który dotarł do zródła. Tylko ona może
ugasić jego pragnienie. Języki dotknęły
się, dołączyły do rąk w gorączkowym
wybuchu żądzy. Desperackie pożądanie
podsycało kolejne gesty i ruchy, słychać
było przyspieszone oddechy, stłumione
westchnienia, sekundy przeradzały się
w minuty. Serce Charlie waliło tak
mocno, że z trudem oddychała, ale nie to
było ważne. Liczyły się tylko kolejny
pocałunek, następna pieszczota.
Mózg się wyłączył, miała w głowie
mgłę. Za to ciało nagle ożyło. Krew
krążyła szybciej, skóra stała się
nadwrażliwa, a pożądanie tak
dojmujące, że była gotowa krzyczeć
z niecierpliwości. Nigdy w życiu się tak
nie czuła. Nie wyobrażała sobie, że
może być aż tak.
 Oszalałem na twoim punkcie 
wyszeptał.  Nie mogę przestać o tobie
myśleć. Rzuciłaś na mnie urok.
 Jak?  zapytała.
Poczuła się nagle nieodparcie
seksowna, świadoma kobiecej władzy.
Zdjęła Vance owi krawat i celowo
powoli rozpinała guziki koszuli.
 Twoje włosy&  Wyciągnął spinki
i długie pasma rozsypały się w nieładzie
na jej ramionach i plecach.  Chciałem
ich dotknąć już pierwszego dnia
w biurze.
 Moje włosy tak na ciebie działają? 
spytała kokieteryjnie.
 I te wysokie szpilki, które nosisz.
Twoje nogi w szpilkach działają na
mnie jak afrodyzjak. Powinienem sobie
zamówić ich odlew w brązie.
Roześmiała się, mile połechtana.
Nagle poczuła się beztroska i pełna
życia.
 Zmiejesz się, a ja cierpię jak
potępieniec, gdy kręcisz pupą na każdym
kroku. To powinno być zakazane. 
Rozpiął jej spódnicę. Stanik
prowokacyjnie osłaniał pełne piersi. 
Jesteś niesamowita.
Charlie czuła, że skóra ją pali od
gorących spojrzeń. To było niezwykłe,
stać się obiektem pożądania
przystojnego mężczyzny, rozpalać go
i czynić sobie poddanym. Przejechała
rękami po obnażonym torsie, smuga
ciemnych włosów wskazała jej drogę
niżej. Syknął. Widziała, jak silnie
reaguje na jej dotyk.
 Nie mogę czekać, Charlie. Muszę
cię mieć.
 Tak, Vance. Tak.  To było
nieuniknione, zapisane w gwiazdach,
gdy weszła pierwszy raz do jego
gabinetu. Przez cały czas, krok po kroku,
podążali w tym kierunku.
W tym momencie była piękna,
pożądana i gotowa. Sięgnęła rękami do
zapięcia stanika i zatrzymała się. Zrodek
dnia. Taras. Może na trzydziestym
piętrze są widoczni tylko dla
przelatujących ptaków i samolotów, ale
wygodniej byłoby w mieszkaniu.
 Co się stało?  Vance rozejrzał się.
 Co ty ze mną robisz! Zapomniałem,
gdzie jesteśmy.  Porwał ją na ręce.
 Potrafię chodzić  zauważyła
roześmiana.
 Ale w ten sposób czuję cię całym
sobą.
Zanim się obejrzała, była w głównej
sypialni.
 Nie wiesz, ile razy wyobrażałem
sobie ciebie w tej pozie  wyznał.
 Ubraną?  spytała kokieteryjnie.
Ciągle mieli na sobie na dużo szmatek.
 Tylko w szpilkach i z rozleniwionym
uśmiechem satysfakcji.
Zapragnęła być niegrzeczną
dziewczynką, jak Charlie z jego fantazji.
Zrzuciła spódnicę. Została w bieliznie
i butach, o których mówił jak fetyszysta.
 Nie przerywaj.  Wpatrywał się
w nią żarłocznie. Charlie odsłoniła
piersi. W klimatyzowanym pokoju
zrobiło jej się chłodno. Sutki
stwardniały. Zawstydziła się własnej
nagości  ciąża i poród zmieniły trochę
jej figurę  ale i podnieciła ją własna
odwaga, interesująca mieszanka
sprzecznych emocji. Wsunęła palce pod [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.