[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Gdy po kilku dniach nieobecności w związku z podróżą służbową zjawił się
ponownie w Casla-
no, pies czekał już na niego i zaraz przy powitaniu zdawał się mówić: - No, to
nareszcie będziemy
mogli znów chodzić na wspólne spacery. - Mrugał przy tym śmiesznie oczyma, jak
gdyby z góry był
pewien, że tak będzie.
Ich wzajemny stosunek był w tym czasie jeszcze nie do końca uregulowany;
wciąż wyczuwalne
było pomiędzy nimi pewne napięcie, choć Mukiel miał już prawie sześć lat, co
odpowiada mniej więcej
czterdziestu latom życia człowieka. Tak więc mężczyzna, czyli jego pan, był w
wieku jakby jego star-
szego brata.
Zdarzało się też, że Mukiel zaczynał nagle niejako na nowo zabiegać o względy
mężczyzny, co
mu się na ogół udawało i oznaczało kilkudniową sielankę między nimi. Mukiel
posłusznie kroczył
wtedy obok swego pana, który zadowolony podążał za nim. Trwało to czasami nawet
kilka tygodni.
Podobnie było w Caslano, gdzie spędzali Zwięta Bożego Narodzenia. W tych
dniach w tej uro-
czej wsi panował wyjątkowy spokój: nie było wielkich psów, które mogłyby
zagrażać Muklowi ani
zbyt wielu turystów z samochodami, tak że nawet zwykle bardzo ostrożne koty
mogły leniwie wyle-
giwać się w południe na słońcu bez obawy, że zostaną przejechane.
To było to, co mężczyzna szczególnie lubił - cisza i spokój. Niebo w tym
okresie było bez-
chmurne, powietrze przejrzyste, a wokół piękne widoki. To właśnie ten idylliczny
zimowy nastrój, pe-
łen spokoju, skłonił mężczyznę do tego, by dać się wybiegać Muklowi bez smyczy.
Decyzję tę pies przyjął z ogromną wdzięcznością, nie zamierzając jej
wykorzystywać. Biegał
więc swobodnie po całej okolicy od domu do domu, od jednego rogu ulicy do
drugiego, zaglądając na
podwórka, wszystko po drodze obwąchując i obsikując. A gdy wydawało mu się, że
za bardzo się od-
dalił, oglądał się na swojego pana, którego to oczywiście bardzo uspokajało.
- No, Mukiel, widzisz, jak się doskonale rozumiemy - wołał wtedy mężczyzna w
jego kierunku. -
Nareszcie!
Był najwyrazniej szczęśliwy, że wreszcie po tylu zabiegach i latach osiągnął
pełne porozumienie
ze swym psem. Sądził, że Mukiel wreszcie zrozumiał, co należy do jego
podstawowych obowiązków
w tak rozumianym partnerstwie. Uważał też, że nie musi go już tak bardzo
pilnować, jak przedtem.
Mógł więc sobie pozwolić teraz na oglądanie podczas spacerów wystaw sklepowych,
plakatów, na
czytanie miejscowych ogłoszeń.
Pies widząc, że nie jest pilnowany, natychmiast postanowił zniknąć w
labiryncie uliczek Caslano.
Gdy mężczyzna to zauważył, przestraszył się jak zwykle i natychmiast poczuł się
winny, że nie dość
zwracał na niego uwagę. Przyszło mu też na myśl, że pies być może uznał się za
niedostatecznie strze-
żonego.
Teraz więc znów musiał go szukać. Zajrzał do najbliższej bramy, która
prowadziła na podwórze
domu, gdzie - jak mu się zdawało - widział jeszcze przed chwilą Mukla. Sądził,
że było to jedyne wyj-
ście i zarazem wejście na podwórze domu, w którym zniknął Mukiel. Czekał tu więc
dość długo, ale
na próżno.
Zaniepokojony wszedł na klatkę schodową i zaczął pukać kolejno do mieszkań,
pytając swoim
łamanym włoskim o "mio cane nero", to znaczy o czarnego psa. W odpowiedzi
widział uprzejme,
choć przeczące potrząsanie głową. Ale zdarzyło się też, że ktoś niegrzecznie
odpowiedział mu na jego
pytanie. Wtedy i on w zdenerwowaniu ostro zareagował, używając określenia, które
słyszał w jakimś
włoskim filmie, nie wiedząc nawet dokładnie, co ono oznacza. Użył przy tym słowa
"putana", dowia-
dując się dopiero pózniej, że znaczy ono po włosku po prostu "kurwa". I coś
takiego pozwolił sobie
powiedzieć do pewnej miejscowej damy.
Tylko wyrozumiałości poznanego wcześniej policjanta Paulanera mógł
zawdzięczać, że nie do-
szło wtedy do kompromitującego go procesu. Policjant potrafił bowiem przekonać
miejscowego pro-
kuratora, iż gość, jako turysta, nie opanował jeszcze na tyle języka, aby
wiedzieć co oznaczają pewne
słowa. W dodatku musiał być bardzo zdenerwowany zniknięciem psa. Cała sprawa na
szczęście ucich-
ła.
Tymczasem mężczyzna wrócił do domu roztrzęsiony i oznajmił żonie: - Zdaje
się, że go zgubi-
łem.
- Kogo zgubiłeś? - spytała go, śmiejąc się wesoło. - Nie masz chyba na myśli
naszego Mukla,
który już od godziny jest w domu i leży na swoim miejscu, czekając na ciebie.
Mężczyzna stanął jak wryty. Mukiel leżał rzeczywiście na swoim ulubionym
miejscu blisko
drzwi, wygrzewając się w zimowym słońcu. Spojrzawszy z wyrzutem na mężczyznę,
pragnął jak gdy-
by powiedzieć: - No, człowieku, wreszcie jesteś. Gdzie się tak długo
podziewałeś?
Mężczyzna z trudem się opanował. Zdusił w sobie to, co mu się w tym momencie
cisnęło na
usta. Powiedział jedynie: - Mimo iż teraz udaje takie niewiniątko, to nie podoba
mi się jego zachowa-
nie.
Pomyślał natomiast: "Ten mały jest po prostu bezczelnym prowokatorem. Potrafi
wykorzystać
każdą okazję, by tylko wyrwać się na wolność. Więcej mnie już nie oszuka!"
- Nasz Mukiel - powiedziała po chwili żona - nie jest taki, jak inne psy.
Jeśli próbuje czasami
prowadzić własne życie, to tylko dlatego, że pozwalamy mu na to.
- Mimo wszystko nie jest łatwo znosić te jego wybryki. Zwłaszcza że spotyka
to najczęściej
mnie.
- On cię po prostu kocha, ale ty jeszcze o tym nie wiesz - zakończyła rozmowę
żona.
Z przygody tej wynikły pewne problemy, z którymi mężczyzna nie mógł sobie
poradzić podczas
spacerów w czasie następnych dni. Z jednej strony nie chciał więzić Mukla na
smyczy, z drugiej zaś
obawiał się, że znowu mu ucieknie. A on nie miał już ochoty na żmudne
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- 12. May Karol Jego Krolewska Mosc
- Arthur Conan Doyle Pies Baskervillow
- Arthur Conan Doyle pies baskervilleow
- kubus fatalista i jego pan_1
- Caillois Roger śąywiośÂ i śÂad
- Maximum Persuasion 2000
- Barbara Tuchman Telegram Zimmermanna
- Whitley Strieber The Night Church
- B.A. Tortuga Rain and Whiskey 1 (pdf)
- McSparren Carolyn Super Romance 106 Nasz dom wśÂród drzew
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- atheist.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.