Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Chyba się udało, Anno. Czuję, że ciągnie.
Cofnął się kilka kroków i zaparł się piętami o dno, trzymając linę w obu dłoniach.
Nagle rekin szarpnął ją i T.J. poleciał do przodu, lądując w wodzie twarzą w dół, gdy rekin popłynął
w kierunku przeciwnym do brzegu. Rzuciłam się na plecy T.J. i wczepiłam się rozcapierzonymi palcami
w piasek, łamiąc dwa paznokcie. Rekin ciągnął nas, jakbyśmy nic nie ważyli. Gdy udało nam się zaprzeć
na tyle, że wstaliśmy, znajdowaliśmy się po kolana w wodzie.
 Stań za mną  polecił T.J. Owinął dwukrotnie linę wokół przedramienia, a ja chwyciłam jej koniec.
Cofnęliśmy się o kilka kroków i nie daliśmy się. Rekin miotał się, usiłując równocześnie pożreć kurczaka
i zerwać się z haka.
Znowu targnął nas do przodu. T.J. ciągnął linę w przeciwnym kierunku, wytężając wszystkie siły,
mięśnie miał napięte do granic możliwości. Pot spływał mi po twarzy, gdy toczyliśmy tę nierówną walkę,
woda sięgała mi już do połowy uda.
Ręce potwornie mnie bolały i z upływem minut coraz jaśniej zdawałam sobie sprawę, że za żadne
skarby nie uda nam się wyciągnąć potwora na brzeg. Byłam pewna, że do tej pory jeszcze się nie daliśmy
wyłącznie dlatego, że rekin nam na to pozwolił. %7łeby mieć jakąkolwiek szansę, musiałoby siłować się
z nim trzech dorosłych mężczyzn. Czas się poddać.
T.J. nie protestował, ale oplątał linę tak ciasno wokół przedramienia, że nie mógł jej rozwinąć.
Usiłował się uwolnić, ale rekin zaciągnął go na głębszą wodę, która sięgała mu dobrze ponad głowę, gdy
nagle lina zwiotczała. Pomyślałam z ulgą, że pękła, ale w tej samej chwili zorientowałam się, że rekin
płynie w naszym kierunku.
 Uciekaj z wody, Anno!
Zamarłam, obserwując, jak T.J. rozpaczliwie próbuje uwolnić rękę. Płetwa sunęła tuż pod
powierzchnią i uświadomiłam sobie, że T.J. nie zdoła na czas dotrzeć do brzegu.
Zaczęłam krzyczeć. Ale wtedy dostrzegłam kątem oka więcej płetw, zbliżających się tak szybko, że
były jedynie niewyrazną plamą. Przypłynęły delfiny, kilka z nich trzymało się blisko siebie w grupie.
Wygramoliłam się z wody i patrzyłam, jak otaczają T.J., osłaniając go, gdy płynął w kierunku brzegu.
Kiedy znalazł się obok mnie na piasku, objęłam go z całej siły, szlochając żałośnie.
Do niewielkiego stadka dołączyły jeszcze cztery delfiny, teraz było ich co najmniej siedem.
Zaatakowały rekina, tłukąc go nosami, spychając na płytszą wodę.
T.J. wypatrzył koniec sznura, unoszący się na powierzchni obok delfinów. Wszedł do wody
i śpiesznie go chwycił. Zaczęliśmy ciągnąć i dzięki nieocenionej pomocy delfinów udało się nam wywlec
rekina na piasek. Rzucał głową na wszystkie strony, z pyska sterczało mu kilka kurzych piór.
T.J. podniósł mnie i zamknął w niedzwiedzim uścisku. Oplotłam go nogami w pasie, krzyczeliśmy
głośno z radości.
Delfiny pływały z podnieceniem tam i z powrotem. Wbiegliśmy do wody i uściskaliśmy je, choć
wcale nie było to łatwe. Po kilku minutach się rozproszyły. T.J. i ja wyszliśmy na brzeg i stanęliśmy obok
rekina, który leżał nieruchomo na piasku.
 Nie wiem, co by się stało, gdyby nie przypłynęły delfiny  powiedziałam.
 Bez wątpienia nie wyszlibyśmy z tego cało.
 Nigdy w życiu tak się nie bałam. Myślałam, że ten cholerny rekin cię pożre.
T.J. przytulił mnie, opierając brodę na czubku mojej głowy.
 Ale nie pożarł.
 A teraz to my zjemy jego, prawda?  spytałam.
 O tak  odrzekł, uśmiechając się od ucha do ucha.
Rozciął brzuch rekina piłą i była to najohydniejsza rzecz, jaką widziałam w życiu. Ja zaś za pomocą
noża oddzieliłam z ryby filety. Piła i nóż niezbyt się nadawały do filetowania rekina, więc byliśmy cali
umazani krwią, moje bikini i szorty T.J. pokrywał oleisty osad. Przy każdym oddechu ostry metaliczny
zapach dosłownie mnie obezwładniał. Powinniśmy zakopać szkielet, ale postanowiliśmy zająć się tym
pózniej.
Przyjrzałam się efektom naszej pracy. Mieliśmy więcej filetów z rekina, niż zdołalibyśmy zjeść,
i większość będziemy musieli wyrzucić, ale kolacja będzie prawdziwą ucztą.
Krew spływała po klatce piersiowej T.J.
 Chcesz iść umyć się pierwsza?  spytał, gdy wróciliśmy do domu.
 Nie, ty idz. Ja mam jeszcze do przygotowania purée z owoców chlebowca. WykÄ…piÄ™ siÄ™ po tobie. 
Wspomniałam dni, kiedy czułam się naprawdę czysta. Nie mogłam się doczekać, gdy wymyję się mydłem
i będę długo się spłukiwała w wodzie głębszej niż trzydzieści centymetrów.
T.J. zniknął w domu i po chwili wyszedł z mydłem, szamponem i czystymi ubraniami.
 Zostaw szorty na brzegu. Pózniej spróbuję je doprać.
 Dobrze  rzucił przez ramię.
PrzygotowaÅ‚am purée z owoców chlebowca. WymyÅ›liÅ‚am ten przepis pewnego dÅ‚ugiego, nużącego
dnia. Najpierw starłam na kamieniu kokos, a następnie przecisnęłam go przez koszulkę, by uzyskać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.