Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

panem. Cygański muzyk będzie pieścił struny skrzypiec,
grając nam romantyczne ballady, a ja pod stołem będę pie�
ścił twoje uda.
O czymś bardzo podobnym Blythe marzyła w samolo�
cie, podczas gdy udawała, że śpi.
- Zapowiada się cudowny wieczór.
- Och, słonko, to dopiero początek. Po kolacji pójdzie�
my na tańce. Będę trzymał cię mocno w ramionach i szeptał
do ucha słowa pełne namiętności.
- To mi się spodoba.
Wargi Gage'a znajdowały się teraz tuż przy ustach
Blythe.
- Tak też sądziłem.
Od miesięcy nie czuła się tak swobodnie i radośnie.
Odchyliła głowę i roześmiała się wesoło.
- A potem?
Ujął w dłonie jej rozpromienioną twarz.
82 " POTR�JNE WESELE-
- Co powiesz na długi spacer brzegiem morza, przy
świetle księżyca?
Od dotyku rąk Gage'a krew uderzyła Blythe do głowy.
- A potem?
Wyobrażał sobie, że zabierze ją do pokoju, powoli zdej�
mie z niej sukienkę i ucałuje każdy centymetr obnażonego,
ponętnego ciała.
Będzie dotykał wszędzie. I wszędzie całował. A ona
zrobi to samo.
A kiedy nawzajem doprowadzą się do szaleństwa,
wezmie ją i będą się kochać przez całą długą noc.
A potem?
Potem wszystko rozpocznie od nowa.
Palące spojrzenie Gage'a przesuwało się powoli po ciele
Blythe, przyprawiając ją o dreszcz emocji. Gładził jej szy�
ję, ramiona i dłonie.
Kiedy spletli palce, przyciągnął Blythe do siebie tak, że
zespolili się udami, a jej piersi przylegały do umięśnionego
torsu.
- Potem pozwolimy działać naturze.
Spojrzenie Gage'a, hipnotyzujące słowa i delikatne pie�
szczoty sprawiły, że Blythe niemal zapomniała, po co przy�
jechała do Grecji.
- A co z Nataszą? - spytała dla porządku.
- Nią też się zajmiemy - z ociąganiem odparł Gage.
Myślał tylko o Blythe. Ta kobieta musi do niego należeć.
W żadnym razie nie pozwoli jej odejść.
- Od chwili przyjazdu do Grecji przenosi się z miejsca
na miejsce - przypomniała Blythe. - Co będzie, jeśli opu�
ści Eginę, zanim zdołamy się z nią skontaktować i poroz�
mawiać o Aleksandrze i Patricku?
Gage odsunął się niechętnie.
POTR�JNE WESELE " 83
- Spotkamy się z Nataszą, gdy tylko jacht, którym pły�
nie, przybije do brzegu. A potem, bez względu na to, co ta
wiekowa dama ma do powiedzenia o naszych kochankach,
zabieram cię na kolację.
- Dobrze.
- I na tańce.
Blythe nie potrafiła niczego odmówić Gage'owi.
- Dobrze.
- A potem...
- Dobrze. - Wspięła się na palce i śmiejąc się, podała
usta do pocałunku. Był długi i słodki. - Dobrze, dobrze!
Zgoda. Na wszystko.
- Zakochane ptaszki są na miejscu. - Mężczyzna, który
śledził Blythe i Gage'a od chwili ich odlotu z Los Angeles,
mówił cicho do słuchawki, mimo że w holu nie było niko�
go. - Jasne, że mnie nie zauważyli. Niczego nie podejrze�
wają. Są tak sobą zajęci, że nie widzą bożego świata. Czuję
się niemal winny, że psuję Remingtonowi wszystkie plany.
Całą frajdę. Ta babka tak na niego leci, że z pewnością
dostałby, czego tylko zechce.
Reakcja pracodawcy zza oceanu,, o głosie schrypniętym
od cygar, bardziej przypominała charkot niż śmiech.
Na zniszczonej, wykrzywionej złośliwie twarzy pojawi�
ły się głębokie zmarszczki.
- Proszę się nie martwić. - Głos mężczyzny telefonują�
cego do Los Angeles brzmiał teraz zimno i twardo. -
Wkrótce będzie przecież musiał zostawić ją samą. I wtedy
wykonam następny ruch. - Odwiesił słuchawkę. Wyżywał "
się w tego rodzaju pracy na zlecenie. Na myśl o tym, co
uczyni, uśmiechnął się z zadowoleniem.
84 " POTR�JNE WESELE
Pora na kolację była zbyt wczesna. Tutaj restauracje
otwierano wieczorem najwcześniej o dziewiątej. W hotelu
Blythe i Gage zajęli dwa sąsiadujące z sobą pokoje. Mając
sporo wolnego czasu, postanowili pozwiedzać wyspę.
Oboje zdawali sobie sprawę, że odkładanie na potem cze�
kającego ich zbliżenia jest dodatkową podnietą.
%7ładne zresztą bodzce nie były już im potrzebne, uznała
Blythe, kiedy wynajętym dżipem jechali krętymi, wąskimi
drogami w stronę ruin słynnej świątyni Afai. Już widok
opalonych dłoni Gage'a, trzymających kierownicę, spra�
wiał, że dreszcz przebiegał jej ciało. Coraz bardziej pragnę�
ła tego fascynującego mężczyzny.
Po drodze mijali tawerny, w których starzy Grecy sie�
dzieli przy stolikach pod gołym niebem, popijając ka-
wę i grając w tryktraka. Blythe i Gage widzieli też kościo-
ły, jeszcze przystrojone po niedawnych wielkanocnych
uroczystościach.
Ruiny świątyni Afai wznosiły się na szczycie pagórka,
skąd rozciągał się malowniczy widok na Zatokę Sarońską.
Blythe wyciągnęła przewodnik po wyspie, który kupiła
w miasteczku, i zaczęła czytać.
- Tu jest napisane, że świątynia Afai, Partenon i światy-
nia Posejdona w Sunionie tworzą trójkąt równoboczny.
- Zachwycająca - oznajmił Gage.
Jego uwaga była jednak skupiona nie na ruinach słynnej
świątyni, lecz na Blythe. Przed wyjściem z hotelu zdążyła
się przebrać. Zamieniła lniane spodnie i jedwabną bluzkę,
które nosiła podczas podróży, na obcisłą czerwoną sukien�
kę, odsłaniającą ramiona i nogi. Wyglądała nadzwyczaj se�
ksownie,
- Mówiłam o świątyni.
- A ja myślałem o tobie.
POTR�JNE WESELE " 85
Blythe zaczerwieniła się jak nastolatka. Opuściła wzrok
na przewodnik po wyspie.
- Brakujące rzezby z przyczółków świątyni kupił w ro� [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.