[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Nieraz zastanawiała się, z kim Jake spędza noce w Londynie. Była pewna, że nadal pro-
wadzi kawalerskie życie. Przecież nie obiecywał mi, że od tej pory będzie żył w celiba-
cie, pomyślała z palącą goryczą.
Poranków zdecydowanie nie umilały jej codzienne mdłości. Miała nadzieję, że
wkrótce ustaną, ponieważ za kilka dni planowała wyprawę do Londynu, by odwiedzić
biuro nieruchomości. Zamierzała sprzedać swoje mieszkanie, które od jakiegoś czasu sta-
ło puste. Elizabeth zaproponowała Marin, że podwiezie ją do Londynu, wysadzi przed
siedzibą biura na Belgrave Road, a po dwóch godzinach spotkają się we włoskiej restau-
racji Casa Romagna, gdzie zjedzą wspólnie lunch. Marin przystała na jej uprzejmą pro-
pozycję. Doceniała wysiłki pani Radley-Smith, która próbowała się zachowywać tak,
jakby Marin była jej prawdziwą, a nie udawaną synową.
Odwykła od londyńskiego pośpiechu, hałasu i ciężkiego powietrza zatrutego spali-
nami. Dzień był upalny, dlatego z ulgą zanurzyła się w zatłoczonym, lecz chłodnym
wnętrzu restauracji, która była aktualnie jedną z najgorętszych adresów w całym Londy-
nie. Podobno rezerwować stolik trzeba było z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Jakim
sposobem matce Jake'a udało się dostać rezerwację bez czekania w kolejce? Zapewne
nazwisko Radley-Smith działa jak magiczne zaklęcie, pomyślała Marin.
Przyszła dziesięć minut przed czasem; Elizabeth jeszcze nie było, lecz stolik był
już wolny. Usiadła, zamówiła butelkę wody mineralnej i popiła nią tabletkę od bólu gło-
wy. Omiotła wzorkiem wnętrze lokalu, dostrzegając kilka znanych twarzy: słynnego ak-
tora ze swoją najnowszą, dużo młodszą sympatią, popularnego prezentera telewizyjnego
oraz modną w tym sezonie gwiazdę rocka. Nagle usłyszała znajomy, wyniosły głos:
- No, proszę, czyż to nie nasza mała, słodka panna Wade?
Marin uniosła wzrok i ujrzała Dianę Halsay.
- Z tą drobną różnicą, że teraz jesteś panią Radley-Smith. I, jak widzę, przyszłą ro-
dzicielką potomka kochanego Jake'a. Bardzo nieładnie z waszej strony, że nie raczyliście
zaprosić mnie na ślub. Lubię oglądać przedstawienia. Nawet te amatorskie - dodała ką-
śliwie.
Marin znowu poczuła przypływ mdłości. Jeśli zwymiotuję, będę celować w jej bu-
ty od Jimmy'ego Choo, postanowiła w duchu.
- Dzień dobry, pani Halsay - mruknęła cicho.
- To jest wprost cudowne zrządzenie losu, ponieważ przyszłam tu dzisiaj z moją
serdeczną przyjaciółką, a twoją dawną znajomą, która bardzo chciałaby znowu cię spo-
tkać - oświadczyła Diana.
- Słucham? - zapytała Marin w zdumieniu - O czym pani...
Nie dokończyła. Ujrzała nagle Adelę Mason, która kroczyła w stronę jej stolika.
Marin pomyślała, że to tylko jakiś chory, zły sen. Uszczypnęła się w dłoń. Nie, to
nie sen...
- Kogóż widzą moje oczy? - Po chwili pisarka odpowiedziała sama sobie: - Marin
Wade, tę podłą, małą zdzirę. Wiem od Diany, że udało ci się upolować pewnego milione-
ra i zmusić go do małżeństwa, żebyś mogła dać swojemu bękartowi prestiżowe nazwi-
sko.
Adela Mason nie raczyła nawet ściszyć głosu. Marin dostrzegła, że w ich kierunku
spoglądają goście z sąsiednich stolików. Miała ochotę zapaść się pod ziemię.
- Zapewne nie wiesz, że figurujesz w moim pozwie rozwodowym, prawda? Pierw-
szoplanowa rola, możesz mi wierzyć. Kiedy twój bogaty mąż się o tym dowie, będzie
niepocieszony. I szybko wykopie cię ze swojej willi i swojego życia, razem z twoim bę-
kartem.
Marin była w skrajnym szoku. Otworzyła usta, ale nie mogła wydusić z siebie ani
słowa.
- Nie udawaj kretynki. Rozstałam się z Gregiem, i to przez ciebie, Marin Wade -
syknęła z nienawiścią. - Kiedy ode mnie odszedł, ty za nim pognałaś. Zadbam o to, by
każdy się dowiedział, na czele z twoim mężem, jaką jesteś podłą wywłoką.
- To fascynująca opowieść, lecz najpierw proszę mi powiedzieć, kim pani, do dia-
bła, jest - odezwał się niski, męski głos.
Marin gwałtownie spojrzała w bok. Kilka metrów dalej stał Jake. Jego błękitne
oczy błyszczały jak lód. Za jego plecami stała Elizabeth.
- Nazywam się Adela Mason - oświadczyła pisarka z dumą. - Jakiś czas temu za-
trudniłam tę oto zdzirę, by przepisywała na komputerze moje najnowsze dzieło. Myśla-
łam, że nie umie nawet przeliterować słowa „seks", dopóki nie przyłapałam jej, jak tarza
się goła po łóżku z moim, już niebawem, eksmężem. Radzę panu zrobić test DNA na oj-
costwo. Dowie się pan, kto naprawdę zrobił jej brzuch.
Marin wstała, przewracając krzesło. Poczuła na sobie spojrzenia wszystkich dooko-
ła. Ujrzała twarz Jake'a, szarą, jakby wykutą z kamienia, zastygłą w wyrazie skrajnego
osłupienia. Chciała się bronić, krzyknąć, że wszystko, co powiedziała Adela Mason, to
obrzydliwe, wierutne kłamstwo, lecz nagle poczuła, jak się dusi, chybocze i spada w dół.
A potem wszystko pochłonęła cisza i ciemność.
Głosy z początku były odległe, niewyraźne, lecz po paru chwilach mogła już wyła-
pać większość słów. Nie mając siły, by podnieść powieki, nasłuchiwała.
- Wyjdzie z tego - odezwał się jakiś kobiecy głos. - To tylko lekkie wstrząśnienie
mózgu. Chwilowy uraz. Za kilka dni będzie mogła o własnych siłach wyjść ze szpitala.
- To, co pani mówiła o dziecku... - odezwał się drugi głos, męski, znajomy.
- Niestety, to się często zdarza w pierwszych miesiącach ciąży. Częściej, niż jest
pan gotów uwierzyć. Badania wykazały, że w przypadku ciąży pana żony byłoby to nie-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Shepard Sara Pretty Little Liars 11 OlĹniewajÄ ce (oficj.)
- Sandemo Margit Saga o KrĂłlestwie ĹwiatĹa 11 Strachy
- Le Guin Ursula K. Ekumena T. 6 SĹowo Las Znaczy Ĺwiat
- Orwing Sara Tajemnicza nieznajoma
- Orwig Sara KryjĂłwka Finnegana
- Lee Miranda Ĺťycie w luksusie
- Clark Lucy Ĺťycie na walizkach
- GR850. (Duo) Lindsay Yvonne Nieodparta pokusa
- Hunter Kelly Ĺwiatowe Ĺťycie Duo 297 Romans w Szampanii
- 309. Harlequin Romance Lamb Charlotte Zlosc milosci szkodzi
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- atheist.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.