Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Wbiegał po schodach, skacząc po dwa stopnie na raz. Spieszył się, żeby jak
najprędzej zobaczyć się z Giovanną. Był pełen życia i gotowy zrobić
wszystko, bez względu na trudności.
Zapukał do drzwi j ej sypialni i ponieważ nikt nie odpowiadał, wszedł
drzwiami obok, które prowadziły do małego buduaru połączonego z jej
pokojem w wieży.
Był to uroczy pokoik, umeblowany niegdyś przez jego ciotkę, która
kochała wszystko, co piękne. Pomimo że miała mało pieniędzy na takie
wydatki, zawsze starała sieje maksymalnie wykorzystać.
Pokój stanowił doskonałe tło dla Giovanny, która siedziała w fotelu z
nogami opartymi na stołku. Przez odsłonięte okno wpadały do pokoju
promienie słońca.
Kiedy szedł w jej stronę, zauważył, że była całkowicie ubrana, po raz
pierwszy, odkąd się poznali. Jej włosy nie leżały luzno na ramionach, lecz
były ściągnięte w kok, co podkreślało jej długą, łabędzią szyję. Wydawało się,
że oznaki choroby zniknęły już z jej twarzy, która kształtem przypominała
serce.
Uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Już wstałam. Widzisz? Pozwolono mi się nawet ubrać. Teraz nie czuję
już, że jestem dla ciebie takim ciężarem.
Książę roześmiał się.
- Nie jesteś wcale ciężarem, tylko małym zmartwieniem. Bardzo się cieszę,
że lepiej się czujesz.
Kiedy usiadł koło niej, powiedziała:
- Widzę, że jezdziłeś dzisiaj konno. Chciałabym móc pojechać z tobą.
- Też bym tego chciał, ale myślę, że byłoby to zbyt niebezpieczne.
Zauważył, jak po jej twarzy przebiegł cień.
- Tak, oczywiście. Teraz, kiedy już lepiej się czuję, czy mógłbyś wyjawić
mi, jakie są twoje plany w stosunku do mnie?
Książę wiedział, że było to coś, o czym myślała od samego rana, i
powiedział cicho:
- To jest coś, co musimy omówić, ale ponieważ jadę teraz na obiad do
Dalbethów, to może zostawimy to do mojego powrotu?
- Jedziesz do domu Dalbethów! - wykrzyknęła. - Dlaczego chcesz tam
jechać?
- Po pierwsze uważam, że wypada, ponieważ wyjechałem tak nagle, a poza
tym dowiedziałem się wczoraj, że moje zaręczyny z Jane zostały ogłoszone na
zebraniu rodzinnym, które odbyło się następnego dnia po moim wyjezdzie z
domu Dalbethów.
Zauważył, że wzięła głęboki oddech, zanim powiedziała:
- Przepraszam, ale... czy mógłbyś proszę... zostawić mnie samą?
- Nie będziemy więcej o tym mówić. Ta sprawa jest już zakończona.
Chciałbym, żebyś mi powiedziała, że cieszysz się, że żyjesz i że jesteś tutaj ze
mną.
Sposób, w jaki mówił, sprawił, że najpierw spojrzała na niego z
niedowierzaniem, a potem na jej bladej skórze pojawił się lekki rumieniec.
- Cieszę się... bardzo - wyszeptała cichutko - ale wiem, jakim byłam dla
ciebie... kłopotem... i byłoby najlepiej... gdybyś odesłał mnie stąd... jak
najszybciej.
- Porozmawiamy o tym, gdy wrócę - powiedział książę. - Teraz chcę, żebyś
odpoczęła, jadła wszystko, co przyniesie ci pani Sutherland, i cieszyła się
gościnnością! bezpieczeństwem mojego zamku.
Giovanna roześmiała się i wydało mu się to bardzo sympatyczne.
- Sprawiasz, że wygląda to prawie jak starodawna opowieść. Czuję się, jak
nachalny podróżnik pukający do drzwi i proszący o gościnę.
- I dokładnie to zamierzam ci dać - odpowiedział książę. - Dbaj więc o
siebie w czasie, kiedy mnie nie będzie. Wrócę na czas, żeby wypić z tobą
herbatę.
Uśmiechnął się do niej wstając.
- Wiesz, że herbata w Szkocji oznacza ciasteczka, rożki i inne smakołyki.
Oczekuję, że zjesz je wszystkie, co do jednego.
Giovanna wydała okrzyk udawanej rozpaczy. Książę uśmiechnął się i
wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Poszedł do pokoju pani Sutherland.
- Wychodzę na obiad do Dalbethów pani Sutherland. Chciałbym, żeby
została pani z panienką Giovanną, kiedy mnie nie będzie. Nie wolno jej
zostawiać samej, nawet na moment.
- Oczywiście, wasza wysokość - odpowiedziała pani Sutherland.
- Poinstruuję również służbę na dole, że podczas mojej nieobecności, nie
wolno wpuszczać do zamku nikogo, pod żadnym pretekstem i nie ma od tej
reguły żadnych wyjątków.
Pani Sutherland nie okazała cienia zdziwienia. Była świadoma, że wizyta
Giovanny miała być tajemnicą.
Książę nie pojechał konno do domu Dalbethów, co byłoby znacznie
szybsze, lecz wziął starodawny powozik z dużymi kołami, który widział
wcześniej w stajni.
Pamiętał, że był to powóz, którym jego wuj zwykł był jezdzić po
posiadłości. Pomimo że bardzo stary i trochę niemodny, był bardzo dobrze
utrzymany.
Wybrał powóz nie tylko dlatego, że powinien być jeszcze na
rekonwalescencji, ale również dlatego, że chciał wziąć ze sobą Rossa.
- Kiedy tam będziemy, Ross - mówił zmieniając spodnie do jazdy konnej
na kilt - chcę, żebyś powiedział, że zgubiłeś moją spinkę do mankietu, albo
jak wolisz spinkę do kołnierzyka. Pójdziesz do pokoju, w którym spałem i
będziesz udawał, że szukasz. Potem, kiedy ja będę na obiedzie, porozmawiasz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.