[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Czy ty kiedykolwiek śpisz?
- Chcę do taty - powtórzyła, robiąc taką minę, jakby zamierzała się rozpłakać.
110
SARAH MORGAN
Daniel postawił kubek z kawą na stole.
- Naprawdę? Ja też. Hm, trzeba będzie coś przedsięwziąć - mruknął. - Co zwykle robisz o tej porze?
Malujesz na ścianach. Rzucasz jedzeniem? - spytał, zastanawiając się, jak jego brat daje sobie radę z
tym wszystkim. Wziął Posy na ręce i zaniósł ją do salonu.
Jej loki łaskotały go w policzek, a kiedy ufnie zarzuciła mu ramiona na szyję, objął ją mocniej.
- Nie byłabyś taka ufna, gdybyś wiedziała, jak zle czuję się w roli opiekuna - wyszeptał, bosą stopą
przesuwając na bok stos zabawek. - Jak Patrickowi udaje się utrzymać tu porządek? Nie mam też
pojęcia, co robić z trzylatką o wpół do szóstej rano - mruknął do siebie posępnie, pochylając się i
zapalając lampki na choince.
- Pić - zapiszczała Posy, wciąż tuląc się do niego i ściskając kocyk.
Daniel spojrzał na nią osłupiałym wzrokiem.
- A co zwykle pijesz o tej porze? Chyba nie herbatę ani kawę. Mleko? Sok?
- Sok.
Daniel poszedł z powrotem do kuchni, nalał do kubka soku i podał go Posy.
Spojrzał przez okno na stajnię i zaczął się zastanawiać, co robi Stella.
Zaśmiał się nieszczerze. Na pewno śpi przykryta ciepłą kołdrą. Jedno wiem na pewno. %7łe nie śni o
mnie. No, chyba że ma koszmarne sny.
Wrócił do salonu i zaczął przeglądać porozrzucane na podłodze płyty DVD. Wybrał film rysunkowy i
wsunął go do odtwarzacza. Potem usiadł wygodnie na kanapie z na wpół śpiącą na jego kolanach
Posy.
PONOWNE ZARCZYNY
111
O siódmej pojawił się ziewający Alfie.
- Tata nigdy nie pozwoliłby jej wstać tak wcześnie.
- Zwinął się w kłębek na kanapie obok Daniela. Miał zmierzwione włosy i bose stopy. - Zmusiłby ją,
żeby została w swoim łóżku i bawiła się zabawkami.
- Chciałbym widzieć, jak on ją do tego zmusza -mruknął Daniel, czując, że oczy same mu się
zamykają.
- Twoja siostra jest kobietą, która ma własne zdanie.
Był wyczerpany. W domu panował bałagan, ,a on nie miał pojęcia, czym zająć dwoje małych dzieci
przez cały dzień. A co dopiero cztery...
Zeby pognębić go jeszcze bardziej, Posy nagle wylała sok pomarańczowy z kubka na kanapę.
- Och, Posy, nie! - jęknął Daniel, patrząc z przerażeniem, jak na tkaninie tworzy się pomarańczowa
plama. - Och, do...
- Lepiej tego nie mów - poradził mu Alfie. - Będzie cię naśladować. Ona powtarza jak papuga.
- Jak ja to wywabię? - spytał Daniel, bezskutecznie pocierając plamę szmatką.
- Rano powinna dostawać mleko, a nie sok - wtrącił Alfie, usiłując udzielić mu rady.
- Ale prosiła o sok.
- Tato kupił tę kanapę dopiero w lecie.
- Dziękuję, że mi o tym przypominasz, Alfie.
- Nie pozwala nam przynosić tu żadnych napojów, żebyśmy ich nie rozlali.
- Co jeszcze? - spytał Daniel, zaciskając zęby.
- Mam mokrą piżamę - mruknął chłopiec, z rezygnacją zsuwając się z kanapy. - Pójdę się ubrać.
- Alfie - zaczął Daniel, czując wyrzuty sumienia.
- Co chcesz robić, kiedy tutaj wrócisz?
112
SARAH MORGAN
Alfie spojrzał na niego z nadzieją.
- Czy umiesz robić naleśniki?
- Owszem - odparł, nie chcąc rozczarowywać chłopca jeszcze bardziej.
Alfie wyraznie się rozchmurzył.
- To ja przygotuję ciasto, skoro ty umiesz je usmażyć.
- Umowa stoi.
Ale kiedy przypalił piątego naleśnika, pożałował, że nie pozostał przy płatkach śniadaniowych.
- Inaczej to wygląda, kiedy robi je pani Thornton. Może patelnia nie jest wystarczająco gorąca. - Alfie
przyciągnął krzesło do kuchenki, wdrapał się na irie i złapał za rączkę patelni. - Ojej! Jak ona parzy!
-Wybuchnął płaczem i zeskoczył z krzesła, trzymając się za rękę.
Daniela ogarnęło przerażenie. Przez chwilę nie był w stanie myśleć.
- Zimna woda - mruknął, podnosząc Alfiego i biegnąc z nim do kranu. - Trzymaj ją pod zimną wodą.
Czy bardzo cię piecze? Mój Boże, przepraszam, Alfie. To moja wina. Nie powinienem był pozwolić ci
dotykać patelni.
- Nie, to przeze mnie. Czy możemy już skończyć? Woda jest okropnie zimna.
- I o to właśnie chodzi. Pomoże ci na oparzenie -wycedził Daniel przez zęby, widząc, że jego własne
ręce drżą. - Potrzymaj ją pod wodą trochę dłużej. Dzielny chłopak!
Posy zaczęła płakać, a Daniel poczuł, że głowa pęka mu z bólu. To jest beznadziejne, pomyślał.
Absolutnie nie nadaję się do opieki nad dziećmi.
PONOWNE ZARCZYNY
113
Zakręcił kran i obejrzał palce Alfiego.
- Myślę, że wszystko jest w porządku - oznajmił z wyrazną ulgą, zapamiętując, by nigdy nie pozwalać
dzieciom zbliżać się do kuchenki. - Usiądz na krześle i poczekaj minutę, a ja zobaczę, co z Posy.
Godzinę pózniej był już u kresu wytrzymałości. Podniósł słuchawkę i wykręcił numer Andrei, która
niebawem zapukała do drzwi. Miała na sobie seksowną wełnianą sukienkę i zamszowe pantofle, które
nie nadawały się do chodzenia po śniegu.
- Nie spodziewałam się, że dzisiaj zaprosisz mnie na lunch. To dość romantyczne. - Spojrzała na
Daniela. - Dobrze ci w tym swetrze. Wyglądasz jak prawdziwy macho. Bardzo sexy. Myślałam, że
masz opiekować się dziećmi. Kto się nimi zajmie?
- Kto się nimi zajmie? - powtórzył, spoglądając na nią i zastanawiając się, dlaczego nie czuje nagłego
przypływu pożądania jak wtedy, gdy patrzy na Stellę. - My. I ugotujemy lunch tutaj. Pomożesz mi
zabawiać dzieci. Przyjemnie spędzimy czas.
Andrea zaśmiała się z niedowierzaniem.
- Dan, zgodziłam się z tobą dzisiaj spotkać, bo myślałam, że chcesz spędzić trochę czasu w moim
towarzystwie. Raz w tygodniu biorę wolny dzień i nie zamierzam tracić go na harowanie przy garach
i grę w monopol z dziećmi, które w dodatku nie są moje. Ty się na to zgodziłeś, nie ja. A tak między
nami, uważam, że powinieneś był odmówić. Masz zbyt miękkie serce.
- Te dzieci są moją rodziną. Zgodziłem się nimi zająć, bo Patrick mnie o to poprosił.
- Dlaczego kogoś nie wynajął?
114
SARAH MORGAN
- Bo chciał, żeby opiekował się nimi ktoś z rodziny. - Spojrzał na jej rude włosy i idealny makijaż,
usiłując poczuć coś innego niż rozczarowanie. - Czy naprawdę odmówiłabyś, będąc na moim
miejscu?
- Oczywiście - odparła tonem pozbawionym zrozumienia. - Człowiek sam dokonuje w życiu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Westleigh Sarah RĂłd d'Evreux 01 Z ojca na syna
- 1021. Anderson Sarah M Mroczna namiÄtnoĹÄ
- Cox Maggie HiszpaĹskie zarÄczyny
- (7) Nienacki Zbigniew Niesamowity dwor
- Meadow Grass [Alice Brown]
- LE Modesitt Recluce 07 Chaos Balance (v1.5)
- Janina Wieczerska Poradnik dla leni
- Morrell Dav
- McKenna_Lindsay_ _Czerwone_ogony
- Craven Sara śÂwiatowe śąycie Duo 386 WśÂród londyśÂskich elit
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- missremindme.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.